sobota, 23 maja 2015

Porwanie cz.15


Zapraszam na 15 cześć. Komentarzem mile widziane :)
_______________________________________
Dochodziła godzina 17. Ja, Mick, Lucas staliśmy w wyznaczonym miejscu. Zaraz przyjechać miał kolega Lucasa. 
Bardzo stresowałam się tym co wydarzy się w ciągu kilku godzin. Usiadłam więc na krawężniku bawiąc się palcami. Mick z Lucasem rozmawiali o czymś, co mnie kompletnie nie obchodziło. Nie minęło 5 minut, gdy usłyszeliśmy klakson samochodu. Cała nasza trójka skierowała głowy w kierunku wydobytego dźwięku. Drzwi samochodu otworzyły się, a z nich wyjrzał około czterdziestoletni mężczyzna. Ubrany był w ciemnozielony kombinezon i czarne żołnierskie buty. Włosy miał brązowe, natomiast oczy niebieskie. Mimo swojego wieku był nawet przystojny.
Kiedy jego wzrok skierował się na Lucasa mały uśmiech powstał na twarzy mężczyzny. Podszedł do niego pewnym krokiem i przywitał się z nim podając sobie dłoń.
-Kopę lat Lucas - powiedział bardzo niskim głosem. - Nic się nie zmieniłeś
-Skoro tak uważasz - odpowiedział mu lekko się uśmiechając. - Ale nie mamy teraz czas na pogaduszki. To jest Jessica - powiedział wskazując na mnie. Mężczyzna spojrzał na mnie szeroko się uśmiechając.
-Miło mi Brain.
-Mi również - odpowiedziałam.
-Jessice zaginęła siostra. Zabrali ją nie kto inni jak Bracia Herońscy. 
-Widać, że cały czas polują na Waszą rodzinę. -powiedział Brain smutnym głosem. - Nie ma czasu do stracenia, wskakujcie.
I tak też zrobiliśmy. Weszliśmy do samochodu, a nasze plecaki odłożyliśmy na tylne siedzenie. Zapomniałam dodać, że samochód ten miał z przodu dwa siedzenia w środku trzy i na końcu cztery. Dodatkowo miał jeszcze bagażnik. Był więc bardzo duży.
Brajan z Lucasem siedzieli z przodu (Brain za kierownicą), a ja z Mickiem w środku.
-Dojedziemy za 5 godzin, więc lepiej prześpijcie się dzieciaki - powiedział Brain.
Nie zastanawiając się dłużej oparłam się o pierś Mick usadawiając się jak najwygodniej.
****
-Olivia! - krzyknęłam widząc biegnąca w moją stronę młodszą siostrę.
-Jessica! - odpowiedziała przerażonym głosem.
Kiedy trzymałam ją w objęciach zapytałam niepewnie - Stało się coś?
Czemu drżysz?
-To oni.. Powiedzieli, że albo mnie zabiją, albo Ciebie.
-Zaraz co?! - krzyknęłam przerażona- Co Ty za głupstwa wygadujesz?
Nie odpowiedziała mi.. Usłyszałyśmy tylko zbliżające się szybko czyjeś kroki. Nagle za zakrętu pojawił się wysoki, chudy mężczyzna.
-No proszę, kogo my tu mamy - powiedział okropnie się uśmiechając.
-Zostaw nas- odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby zasłaniając ręką Olivię.
-Bardzo śmieszne, jeszcze jakby mnie te słowa w ogóle interesowały- powiedział wymierzając we mnie pistoletem i strzelając prosto w serce.
-Jessica! - krzyknęła Olivia, a ja nic nie mogłam zrobić. Upadłam tylko na ziemię, a z ranny zaczęła sączy się krew.
-Nie ma już Twojej siostry, nie ma nikogo kto Ci pomoże - powiedział chudy, głośno się śmiejąc.
I w tym momencie się obudziłam. Pot zlewał mi się z czoła, a serce biło jak szalone.
-O widzę, że się obudziłaś - powiedział Brain patrząc się przez przednie lusterko. - Właśnie dojeżdżamy.
                                               *****
Byliśmy już na miejscu. Stary opuszczony budynek. Nie wierzę, że w takich warunkach znajduje się teraz moja siostra. Pewnie karmiona rzadko i nie wiadomo czym. Tylko żeby jeszcze żyła. Uratujemy Cię Olivia! Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
-Jessica, weź proszę broń- moje myśli przerwał Lucas.
-Co? Nie będę zabijała! -krzyknęłam.
-Spokojnie to nie o to chodzi, masz ich tylko tym przestraszyć - przekonywał Lucas.
-Ech.. Niech będzie - odpowiedziałam w końcu.
I tak właśnie znajdowaliśmy się blisko budynku, w którym więzili moją siostrę.
Olivia Pov
Siedziałam zamknięta w jakieś celi już na prawdę długo. Porywacze powiedzieli, że nikt mnie nie będzie szukał i niedługo zginę. Szerze to z dnia na dzień. Zaczęłam tak myśleć. Było mi już wszystko jedno i tak czułam, że powoli umieram. Byłam strasznie głodzona. Dostawałam jakieś stare jedzenie i 2 szklanki wody dziennie.
-Ty, smarkulo - odezwał się chudy, więc podniosłam głowę.
-Jesteś głodna - powiedział gruby.
Kiwnęłam tylko głową, a oboje poszli.
Nie minęło 5 minut gdy usłyszałam czyjeś kroki. Odwróciłam tylko głowę. Ujrzałam starszego pana, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
-Chodź tu Olivia- odezwał się nagle.
-Kim pan jest i skąd zna pan moje imię? - zapytałam przestraszona.
-Później Ci wyjaśnię, nie bój się jestem z Jessicą.
Słysząc imię mojej starszej siostry podeszłam niepewnie do krat. Starszy pan otworzył je w szybkim czasie.
-Idź w tą stronę - pokazał palcem na drzwi po lewej stronie. - Znajdziesz tam siostrę.
Nie odzywając się więcej pobiegłam we skazane miejsce.
Biegłam korytarzem gdy nagle zobaczyłam Jessicę.
-Olivia - wykrzyknęła, podbiegła do mnie i przytulia bardzo mocno.
-Jessica - powiedziałam płacząc.
-No proszę kogo my tu mamy - usłyszałam znajomy głos. Był to Larry, ten chudy.
-Gdzie pieniądze? - zapytał Peter.
-Nic nie dostaniesz! - wykrzyknęła moja siostra, odrywając się ode mnie i kierując pistolet w stronę porywaczy. Przeraziłam się.
-Pamiętasz jaka była umowa? - mówił Larry. -Pieniądze za dziewczynę albo jej śmierć.
-Nie dostaniesz żadnych pieniędzy - powtórzyła Jessica wciąż trzymając pistolet w ich stronę.
-Taka jesteś pewna? Zobaczymy.
I nagle ten chudy wykierował pistoletem w moją stronę. Usłyszałam strzał. Momentalnie przede mną pojawił się Mick, który swoim ciałem zasłonił strzał. Po chwili upadł na ziemię.
-Mick - krzyknęła moja starsza siostra ze łzami w oczach, klęcząc przed chłopakiem.

czwartek, 26 marca 2015

Porwanie cz. 14

Cześć. Dodaje ten rozdział mimo, że nie jestem z niego zadowolona. Krótki, takie se ogółem. Ale zobaczę jak Wam się spodoba.
__________________________________________________
-Rozmawiam z moim wujkiem- odpowiedziałam spokojnie biorąc kolejny łyk swojej herbaty. - Potrzebujemy jego pomocy.
-Wiem- odpowiedział krótko Mick.
-Może usiądziesz? -zapytał Lucas mojego chłopaka.
On jednak nic nie odpowiedział, tylko usiadł na kanapie obok mnie. Swoim rękami objął mnie w tali przyciągając jak najbliżej siebie. Oparłam się o jego klatkę piersiową i wpatrywałam się prosto w oczy Lucasa.
-Musimy ustalić wszystko co wiemy- zaproponowałam, a dwójka mężczyzn zgodziła się ze mną kiwając swoimi głowami. Lucas opowiedział co wiedział tam samo ja. Mick opowiedział nam jeszcze o tym co dowiedział się w parku. Na same wspomnienie imienia Olivii poleciało mi kilka łez, jednak w tej chwili nie było na to czasu.
-Trzeba będzie jak najszybciej dostać się w to miejsce- zaczął Lucas, kiedy Mick skończył opowiadać. - Bo w innym wypadku nie będzie potrzeby tam jechać. 
-Nie mów tak - krzyknęłam, a łzy zaczęły spływać po moich oczach. Mick przytulił mnie mocniej pocierając ręką wzdłuż mojego ramienia.
-Jessica ja wiem jak bardzo bolą te słowa jednak nie owijajmy w bawełnę. Mamy naprawdę mało czasu. Twoja siostra może zginąć na dniach, ile zostało nam czasu?
-Tr.. Trzy..  d...ni -odpowiedziałam jąkając.
-Dobrze, ale nie płacz teraz, na to jeszcze nadejdzie czas. Jutro spotkajmy się o16:45 przed tym domem. Ubierzcie się na czarno, weźcie jakieś plecaki. Spakujcie do niego kanapki, picie i koc dla dziewczynki. Będę na Was czekał tutaj z moim kolegą. Rodzicom wytłumaczcie, że idziecie spać u drugiej z osób, bo wrócimy bardzo późno możliwe, że nawet po północy. Wyjeżdżamy o 17. A teraz lepiej już idźcie, bo jutro będzie wielki dzień.
Po tych słowach wstaliśmy z kanapy i ruszyliśmy w stronę drzwi. Pożegnaliśmy się z Lucasem i Ellen, a następnie opuściliśmy dom.
-Będziesz u mnie spał? - zapytałam gdy staliśmy już za drzwiami trzymając się za ręce.
-Jasne- odpowiedział szczypiąc mój policzek na co się uśmiechnęłam- jeżeli dzięki temu poczujesz się lepiej.
Pocałowałam go w usta, a następnie ruszyliśmy w stronę jego domu.
Wziął wszystkie potrzebne rzeczy i pożegnał się z rodzicami mówiąc, że nocuje u mnie, co nie było nowością.
Piętnaście minut później w milczeniu dotarliśmy do willi.
Kiedy weszliśmy do środka, spojrzałam na zegarek. Była godzina 17:30. Postanowiliśmy zamówić pizzę, która przyjechała 10 minut później. Przez ten czas wzięliśmy prysznic jedno po drugim i ubrani w  piżamy poszliśmy z pizzą do mojego pokoju. Włączyłam jakiś film na laptopie. Położyliśmy się na łóżku. Po jakimś czasie spojrzałam na Mick, który jadł już 3 kawałek pizzy wpatrując się z zainteresowaniem w ekran laptopa. Ja natomiast zjadłam połowę pierwszego kawałka, gdyż myślami byłam gdzieś indziej.
-Nie smakujecie Ci? - zapytał po jakiś czasie Mick wpatrujący się we mnie.
-Nie.. Tylko... Myślę o jutrzejszym dniu - odpowiedziałam cicho nie patrząc mu w oczy.
Mick odłożył talerz z jedzeniem na szafkę nocna, to samo zrobił z moim jedzeniem. Wytarł ręce o swoje spodnie od piżamy i przewrócił się na brzuch bawiąc się przy tym końcówkami moich włosów.
-Nie przejmuj się, będzie dobrze - powiedział w końcu nie przerywając zabawy.
-To nie takie proste - odpowiedziałam szybko.
-Zrelaksuj się.
-Nie potrafię!
-W takim razie Ci pomogę - odpowiedział najspokojniej na świecie na co ja zmarszczyłam brwi.
-Co masz na myśli? - zapytałam, jednak nie uzyskałam odpowiedzi, gdyż Mick zbliżył się do mojej twarzy, a następnie mnie pocałował.
-To - odpowiedział z uśmiechem, kiedy się od siebie oderwaliśmy. - Pomogło ?
-Troszkę- powiedziałam przygryzając wargę.
Mick uśmiechnął się jeszcze szerzej, a następnie znowu mnie pocałował.
-Tak, teraz lepiej - powiedziałam po pocałunku.
Wróciliśmy do oglądania filmu, który kompletnie mnie nie interesował, bo myślami byłam gdzie indziej. Po jego zakończeniu wyłączyłam laptopa. Położyliśmy się na łóżku, a ja zasnęłam momentalnie. Jutrzejszy dzień będzie ciężki, ale warty wstania. Odzyskam siostrę.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Porwanie cz.13

Zapraszam na 13 już część opowiadania ;)
____________________________
Mick Pov
Wstałem dość wcześnie, bo o godzinie 7:00. Wziąłem więc szybki, zimny prysznic i ubrałem się w czarną bluzę z kapturem, brązowe dresy i czarne buty. Tak, tak wiem, wyglądałem pewnie jak jakiś zbrodniarz, ale po części na tym polegała moja dzisiejsza misja. Moja misja, powtarzając te słowa poczułem się jak jakiś detektyw, a może lekarz? No nie ważne, chodzi mi o to, że od tej mojej misji wiele zależało, pomogłoby nam uzyskać przede wszystkim więcej informacji o porywaczach,  może dowiem się gdzie przetrzymują Olivie. Ale najpierw trzeba dostać do tego parku. Spojrzałem na zegarek, była godzina 8:30. Do spotkania miałem niecałe cztery godziny. Postanowiłem więc zjeść śniadanie i resztę czasu pooglądać TV, żeby trochę się zrelaksować.
Jessica Pov
Obudziłam się około 9 rano. Nie byłam głodna, więc od razu wzięłam laptopa do ręką, położyłam go sobie wygodnie na kolana, oparłam się o dużą, białą poduszkę i zaczęłam szukać informacji o bracie dziadka. Wpisałam imię i nazwisko mojego dziadka do internetu i zaczęłam przeszukiwać sieć. Po 20 minutach zdałam sobie sprawę, że muszę być jakaś chora umysłowo, skoro sądziłam, że od razu znajdę coś o nim w internecie. Nawet nie wiem jak on ma na imię. Postanowiłam, więc wstać i udać się do gabinetu dziadka. Weszłam do niego jak najciszej się tylko dało, by nie obudzić Hanny. Wzięłam dwa duże notesy zatytułowane "Rodzice, brat, najlepsze wspomnienia." Wróciłam do pokoju i usiadłam wygodnie na fotelu. Złapałam w ręce jeden z notesów. Zaczęłam czytać wszystkie fragmenty, w których pojawił się wyraz brat. To samo zrobiłam z drugim notesem. Nie powiem, dużo się z nich dowiedziałam. Brat jego prowadził jakąś firmę z częściami motoryzacyjnymi w Kanadzie. Miał już wtedy żonę - Ellen. Przeczytałam tam jeszcze kilka naprawdę fajnych momentów z ich życia. Przykładowo- wygranie olimpiady literackiej przez brata dziadka. Dostał wtedy 1000$ nagrody. Za te pieniądze kupił rower dziadkowi, a resztę przekazał na Dom Dziecka w tym mieście. Bardzo fajne było z nich rodzeństwo. Jak już Olivia będzie z powrotem w tym domu, to też będę spędzała z nią więcej czasu. Ale najpierw poszukajmy jej.
Wpisałam imię i nazwisko brata dziadka do internetu. Od razu znalazłam dużo informacji o nim na Wikipedii. Spojrzałam na rubrykę po prawej stronie. Widniało tam jego zdjęcie z czasów nastoletnich oraz podstawowe informacje czyli data i miejsce urodzenia, kim jest, jakie dostał medale. Co mnie zdziwiło, to to, że nie było daty śmierci. Oznaczało to tylko jedno... ŻYJE. Zaczęłam szukać jego aktualnego miejsca zamieszkania i okazało się, że mieszka w tym mieście. Uśmiechnęłam się szeroko sama do siebie. Próbowałam zadzwonić do Micka i go powiadomić o tym, czego się właśnie dowiedziałam. Niestety.. Nie odbierał. Spojrzałam na zegarek. Dochodziło południe. Strasznie długo szukałam tych informacji. Spróbowałam jeszcze raz zadzwonić, ale to nie dawało żadnych skutków. Pewnie z tego stresu zapomniał telefonu. No nic. Zaczęłam myśleć, gdzie mogę znaleźć brata dziadka, bo adres nie był podany. Zaczęłam analizować wszystkie informacje, aż w końcu okazało się, że dobrze wiem gdzie mam go szukać.
Szybko się ubrałam i zeszłam do jadalni. Na szczęście Hanny tam nie było. Wzięłam jabłko do ręki i skierowałam się w stronę drzwi. Sięgnęłam po pierwszą lepszą torebkę, włożyłam tam notesy i  wyszłam z domu.
Luke Pov
-Luke, co się stało? Od wczoraj jesteś jakiś markotny- odezwała się moja żona wchodząc do salonu, w którym jeszcze przed chwilą oglądałem wiadomości.
-Muszę się coś Ciebie zapytać- odpowiedziałem cicho, patrząc na małżonkę.
-Mów śmiało- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Czy ktoś tu wczoraj był? Odwiedzał Cię? Pytał o mnie?
-Tak-odpowiedziała krótko, po czym dodała. - Pytali się o Ciebie. Dwójka nastolatków.
-Czyli mi się nie przewidziało. - powiedziałem raczej do siebie, jednam moją żona zmarszczyła czoło, gdy się odezwałem.
-Powiesz mi w końcu, o co chodzi Luke?
-Pamiętasz jak mówiłem Ci, że zostałem porwany jak byłem mały- przytaknęła. - No właśnie. Wczoraj, kiedy odesłałaś dwójkę tych nastolatków do mnie, zostałem poproszony o odczytanie tekstu. Było to pismo mojego brata, jestem tego pewny na sto procent. Była to zagadka. Chodziło tam o mnie, wiem to.
-I w czym stoi problem?- przerwała mi żona.
-Nie powiedziałem im tego..-teraz to ja przerwałem, zasłaniając rękami moją twarz, gdyż poczułem, że łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Ellen to zauważyła, gdyż od razu przytuliła mnie.
-Dlaczego tego nie zrobiłeś? - zapytała cicho.
-Nie mogłem..- zacząłem. - Z dwóch powodów. Jednym z nich było to, że zauważyłem tych porywaczy. Owszem, zmienili się. Wtedy byli jakimiś 20 latkami. Wczoraj o wiele, wiele starszymi ludźmi. Jednak ich poznałem. Jeden z nich miał tą swoją bliznę nad okiem. Czaili się w pobliżu księgarni. Mogli do niej wparować w każdej chwili i zabrać też nastolatków. Drugim powodem był mój strach. Bałem się powiedzieć "Hej dzieci, to ja jestem tym kogo szukacie". Widzisz Ellen, nawet teraz kiedy o tym mówię, płaczę. Nie jestem na tyle twardy, by opowiadać o tym spokojnie.
-Rozumiem- powiedziała całując mnie w pomarszczone czoło. -Ale wiesz, że oni mają kłopoty i Ty musisz im pomóc.
Spojrzałem na nią zapłakanymi oczami.
-Wiem- powiedziałem cicho.
Nagle naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Spojrzałem zdziwiony na żonę. Ona jednak poszła przywitać się z gościem. Spojrzałem na zegarek. Było parę minut po 12. Kto to może być? Postanowiłem podnieść się z kanapy i ruszyć do drzwi. W nich stała ta sama osóbka, z którą żegnałem się wczoraj dość dziwny sposób.
-Dzień dobry - powiedziała zdyszana. Czyżby biegła? Zapewne.
-Dobry- odpowiedziała lekko się uśmiechając.
-Czy możemy porozmawiać? - zapytała próbując uspokoić oddech.
-Oczywiście, zapraszam- odpowiedziałem wskazując ręką, by weszła.
-To ja zaparzę herbatę- odezwała się Ellen.
Dziewczyna się uśmiechnęła, a następnie wraz z nią skierowałem się do salonu.
*W tym samym czasie*
Mick Pov
Siedziałem na ławce w parku. Spojrzałem na zegarek na ręce. Za pięć dwunasta. Rozglądałem się we wszystkie strony. W końcu dostrzegłem tego grubego. Założyłem, więc szybko kaptur, by nie rozpoznał mojej twarzy. Kontem oka dostrzegłem chudego. Postanowiłem przybliżyć się do nich. Podszedłem do ptaków niedaleko ich i udawałem, że się im przyglądam. Oczywiście w tym czasie przysłuchiwałem się rozmowie porywaczy.
-Pamiętaj, obserwuj i chłopaka, i dziewczynę- powiedział ten chudy. Wtedy za śmietnikiem udało mi się rozpoznać ich głosy, więc dobrze  wiedziałem kto, kiedy się odzywa.
-Oczywiście Larry- odpowiedział gruby. Przynajmniej znam jego imię. -Mam nadzieje, że nie powtórzy się ta sytuacja, że będą w pobliżu tego co porwaliśmy dawno temu. On im może pomóc i wtedy gówno z kasy. 
-Rozumiem, ale przecież wiesz, że mamy zabezpieczenie w bazie. Lasery przy kluczach do celi, gdzie więzimy to małą.
-Wiem, Peter, jednak pamiętaj, że jest miejsce, gdzie są klucze zapasowe, a ono nie jest strzeżone.
-Chyba, że o to idzie, bo faktycznie wtedy tylko ten Lucas wie gdzie są, a może zapomniał?
-Lepiej nie ryzykować, a teraz idź kupić jedzenie, bo ta mała padnie z głodu i wtedy też nici z kasy.
Po tych słowach usłyszałem kroki, które z minuty na minutę cichły. Poczekałem jeszcze chwilę i ruszyłem w stronę domu Lucasa. Kto by pomyślał, że on jest tym bratem? Jednak porywacze to idioci. Rozmawiać o takich rzeczach w parku. Dużo nam pomogli.
Chciałem zadzwonić do mojej dziewczyny i jej o tym wszystkim powiedzieć, ale okazało się, że nie wziąłem telefonu. Zacząłem więc biec, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Później pójdę do Jessiki i jej o tym opowiem.
Kiedy znajdowałem się przed drewnianymi drzwiami tego domu, którego odwiedziłem wczoraj zapukałem w nie dość głośno. Chwilę potem otworzyła ta sama staruszka.
-Dzień dobry, mogę porozmawiać z pani mężem? -zapytałem uśmiechając się.
-Oczywiście, wejdź- zaczęła. - Ale nie jesteś jednym jego gościem.
Na te słowa uniosłem ze zdziwienia brwi. Wszedłem do salonu i zobaczyłem Jessice popijającą herbatę.
-O cześć- powiedziała uśmiechając się.
-Co Ty tutaj robisz? - zapytałem zdziwiony. Szczerze nie spodziewałem się jej tutaj.


niedziela, 22 lutego 2015

Porwanie cz.12

Zapraszam do czytania :3 
_______________________________________
-Tak? -zapytałam zszokowana. Nie wiem czemu, ale pierwsze o czym pomyślałam, to to, że jest on bratem mojego dziadka. Spojrzałam na staruszka z szeroką otwartymi oczami. Jeżeli okażę się, że to co myślę jest prawdą to zacznę skakać jak małe dziecko, gdy dostanie lizaka. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe.
-Chodź Jessica -powiedział, a raczej nakazał Mick. Po jego głosie można było stwierdzić, że jest już wkurzony tą sytuacją. 
Spojrzałam na mężczyznę błagalnym wzrokiem. Boże, że to on był tym bratem! Ułatwi mi tą całą sytuację. Szybko znalazłabym siostrę, a rodzicie by się nie pozabijali. 
-Czekaj -odpowiedziałam cicho. -Jest pan.. 
Machnęłam ręką w stronę staruszka, by zasygnalizować by w końcu się odezwał. 
-Jestem... -zawahał się chwile. -Jestem ciekawy tytułu tej książki. 
Po tych słowach "kopara mi opadła". Mężczyzna uśmiechnął się, jednak dostrzegłam, że był to wymuszony uśmiech. Spojrzałam na swojego chłopaka. W jego oczach można było dostrzec złość.
-Jessica, wychodzimy -powiedział zdenerwowanym głosem Mick. 
-Do widzenia panu i dziękuję. 
Staruszek się już nie odezwał tylko skinął głową i lekko się uśmiechnął.
Nie zdążyłam już nic zrobić, gdyż chłopak pociągnął mnie na rękę i siłą  wywlókł z pomieszczenia. 
-Mick co w ciebie wstąpiło?! -krzyknęłam na cała ulicę, próbując uwolnić się z uścisku, lecz w ten sposób on mocniej zaciskał moją dłoń. Jak dobrze, że nie było tam ludzi. Pomyśleli by pewnie, że kłócimy się jak zwykła para. W sumie to nic złego. Chodziłam z nim, a kłótnie czasem są dobre dla związku. Jednak cieszę się, że nikogo tam nie było, bo w sumie nie wiedziałam co może palnąć Mick. On jednak postanowił milczeć. Strasznie się wkurzyłam. Próbowałam wyszarpać się z jego uścisku i uciec, bo szczerze pierwszy raz przestraszyłam się mojego byłego przyjaciela. Po kilku próbach w końcu się poddałam, bo doszłam do wniosku, że to pogorszy tą sytuację. 
-Mick, puść mnie! -krzyknęłam -Słyszysz ?
I to ostatnie słowo powiedziałam szeptem. Dlaczego ? Może właśnie dlatego, że Mick odwrócił się w końcu w moją stronę. Wpatrywał się prosto w moje oczy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Odezwać się? W sumie, po co? Przecież może mi nie odpowiedzieć. Był nadal wściekły. Ale co ja takiego zrobiłam? I co nagle stało się Mickowi, że tak zareagował na tego staruszka, którego jeszcze bardzo lubiał zanim weszliśmy do tej księgarni? Miałam mętlik w głowie. Zamknęłam oczy. Nabrałam dużą ilość powietrza do płuc, po czym je wypuściłam. Otworzyłam oczy i postanowiła się odezwać. Spojrzałam na chłopka, który cały czas wpatrywał się we mnie. 
-Mick.. -zaczęłam, lecz on przerwał mi niespodziewanie całując mnie prosto w usta. Chwilę zajęło nam oderwanie się od siebie, po czym znowu spojrzałam na chłopaka. To żeś kuźwa zamieszał mi w głowie.  On nic nie mówiąc pociągnął mnie za ramię i skierował w jakiś zaułek. Spojrzałam na niego lekko zaskoczona, zmarszczyłam czoło, kiedy popatrzył się na mnie. O co chodzi kurde?! 
Mick przyłożył swój wskazujący palec do moich ust dając mi wtedy do zrozumienia, że mam być cicho. Przytaknęłam głową, po czym wraz z nim kucnęłam za koszem na śmieci. Mick co kilka sekund wychylał się za pojemnika, ja natomiast oparłam się o ścianę i patrzyłam z zaciekawieniem na chłopaka. Co on wyrabia? Znowu chciałam się odezwać, ale zaraz przypomniałam sobie, że miałam być cicho. 
Nagle Mick przykucnął obok mnie i gestem ręki pokazał bym nadsłuchiwała. Wytężyłam słuch. Zamarłam, gdy usłyszałam czyjeś głosy. Zaczęłam wsłuchiwać się w ich rozmowę. 
-Ale byli tu - powiedział wysokim głosem mężczyzna.
-Żadnych ale - zaczął drugi, zdecydowanie niskim głosem.- Masz ich znaleźć. Oni już dobrze wiedzą jak odbić tą małą gówniarę od nas. Trzeba im wbić do głowy, że najpierw kasa potem to dziecko. Pamiętasz co wydarzyło się kilkanaście lat temu!?
-Tak - odpowiedział cicho mężczyzna.
-No właśnie, pamiętaj, że jest to jego wnuczka. No dobra, nie ważne. Spotkajmy się w Parku The Men jutro w południe.
Nikt się już nie odezwał, wychyliłam się za śmietnika i zobaczyłam, że mężczyźni odchodzą. 
Jeden z nich był wysoki, chudy. Miał czarne włosy. Drugi był jego przeciwieństwem. Niski, gruby, blond włosy. 
Odwróciłam się w stronę Micka. Chłopak właśnie wstawał, więc postanowiłam też się podnieść. 
-Teraz już rozumiesz? - pierwszy ciszę panującą między nami przerwał Mick. 
-Emm.. Nie za bardzo- odpowiedziałam cicho, spuszczając przy tym głowę. - Rozumiem tylko, że ci mężczyźni są porywaczami. Rozumiem, że nas szukali, ale nie wiem po co. Rozumiem też, że..
-Czyli jednak trochę rozumiesz- przerwał mi Mick. 
Spojrzałam na chłopaka. Na jego twarzy malował się szczery uśmieszek. Postanowiłam się już nie odzywać, ale odwzajemniłam uśmiech. Mick wziął mnie za rękę i wyszliśmy z kryjówki. 
- Park The Men jest tylko dla mężczyzn, zdajesz sobie sprawę? - zaczął Mick, na co ja tylko przytaknęłam. 
- Dobrze, więc teraz odprowadzę Cię do domu, a jutro sam pójdę do tego parku. Ty natomiast przez ten czas, poszukasz w internecie wiadomości o bracie Twojego dziadka - kontynuował chłopak, na co ja znowu przytaknęłam. Resztę drogi szliśmy już w milczeniu. Kiedy dotarliśmy już do drzwi mojego domu Mick chciał już pójść, jednak złapałam go za rękę. Odwrócił się w moim kierunku zdziwiony. 
-Mick - zaczęłam powoli - chciałam się tylko zapytać, czemu wtedy w księgarni naskoczyłeś tak na tego staruszka i wywlokłeś mnie szybko z pomieszczenia. 
Chłopak uśmiechnął się pod nosem. 
-No wiesz, zobaczyłem przez okno księgarni, że dwójka mężczyzn bacznie nam się przygląda. Postanowiłem szybko się stamtąd wydostać, żeby nic nam, ani temu staruszkowi nie zrobili. Mała awantura była najlepszym rozwiązaniem. Pomijając oczywiście Twoje przedstawienie. - na te słowa poczułam jak krew gromadzi się na moich policzkach. Nie wierzę, mój własny chłopak mnie zawstydził. 
- Wiedziałem, że pocałunek w tamtej sytuacji nieźle zamiesza Ci w głowie i na pewno ucichniesz - kontynuował Mick, szerzej się uśmiechając, ja natomiast zalałam się większym rumieńcem. Co się ze mną dzieje!? 
-No dobrze ja już lepiej pójdę, trzeba będzie się przygotować na jutro - powiedział Mick całując mnie w policzek, a następnie podając mi zagadkę do ręki. 
-Pa - powiedziałam cicho wchodząc do domu. 
Zamknęłam drzwi. Było już bardzo późno, więc wzięłam tylko prysznic i od razu poszłam się położyć. Leżąc na łóżku myślałam, o całym dniu, o księgarni, o Micku i jego dzisiejszym zachowaniu. Zamknęłam oczy i zapadłam w głęboki sen. To był męczący dzień.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Porwanie cz. 11

Hej, hej, hej :)
Zapraszam do 11 części opowiadania ;3
Jak zawsze proszę o komentarz ;)
___________________________________________
Dobiegliśmy do pomnika i zaczęliśmy szukać miejsca, gdzie może znajdować się wskazówka. Po upływie 20 minut zaczęliśmy się denerwować.
-Cholera, nigdzie jej nie widzę - powiedział zdenerwowany Mick. - Może się pomyliliśmy? Może to nie ten pomnik? Może jest gdzieś inny?
- Nie pierdol, wiem że dobrze trafiliśmy. Bardzo dobrze rozumiem zagadki dziadka i jestem w stu procentach pewna, że ta zagadka jest tu i kropka!
To ostatnie zdanie krzyknęłam tak, że nad nami przeleciało kilka ptaków. Musiałam je bardzo przestraszyć, bo nagle nad nami zaczął padać deszcz ptasich kup. Mick złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę ruin. Tak się składało, że pewna część pomnika przypominała dach. Na moje nieszczęście czy też szczęście, upadłam na Micka. Oboje spojrzeliśmy sobie w oczy. Zaczęliśmy się śmiać. I po upływie 2 minut położyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka i nagle zobaczyłam katrzykpapieru. Podniosłam się w tempie natychmiastowym, jednak ostrożnie, uważając by nie uderzyć się w dach naszego schronienia.
-Mick, zobacz! - krzyknęłam szczęśliwa.
- Spokojnie, bo znowu zwołasz ptaszyska - powiedział śmiejąc się.
-Mick, ale tu jest karteczka - krzyknęłam ponownie. Chłopak tylko spojrzał w stronę, w którą pokazywałam. Spoważniał.
-Serio? - zapytał zirytowany. - To my szukamy tego kilkanaście minut w jakiś zakamarkach przy jeleniu, a karteczka leży sobie tak po prostu pod podstawą zwierzęcia?
-Oj nie ważna Mick, ważniejsze jest to, że ją znaleźliśmy. - mówiłam podekscytowana.
-To bierz ją i czytaj- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Już moment.
Karteczka była bardzo mała, tekst nie był za dobrze czytelny. Nie dziwię się, tusz rozmazał się pod wpływem wilgoci. Przyglądałam się karteczce z dobre 5 minut. Obracałam ją z każdej strony i nic.
- No czytaj już, jestem głodny. - powiedział podenerwowany Mick.
- Nie potrafię, tekst jest niewyraźny - odpowiedziała przygnębiona.
-No nic, bierz kartkę i idziemy coś zjeść do restauracji. Ja stawiam.
-O nie! Nie będę cie z kasy obdzierać, tym razem ja płacę za posiłek - powiedziałam patrząc chłopakowi prosto w oczy, łapiąc go za rękę i szeroko się uśmiechając. Mick spuścił głowę, patrząc się na mnie spod byka i lekko uśmiechając się.
-No dobrze- powiedział cicho- ale tylko teraz, następnym razem pozwól mi być dżentelmenem.
Chłopak pocałował moją rękę i czekał na moją reakcje.
-Mick, nie bądź głupi- odpowiedziałam dając mu buziaka prosto w usta. - Chodź idziemy.
Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy przez lasy w kierunku samochodu chłopaka, burczało nam w brzuchach, ale staraliśmy się o tym nie myśleć. Szliśmy w milczeniu i za każdym razem kiedy usłyszeliśmy dźwięk mówiący nam, że potrzebujemy jeść jakiś posiłek patrzyliśmy się na siebie i uśmiechaliśmy się od ucha do ucha.
Kiedy dojechaliśmy już do restauracji. Poprosiłam, a wręcz nakazałam wybrać Mickowi najlepsze jedzenie. On tylko patrzył się na mnie tak jakbym mu zabiła kogoś bliskiego. No, ale musiałam mu wynagrodzić to, że mi pomaga z poszukiwaniem siostry.
Po zjedzeniu naszych posiłku odstawiliśmy auto pod dom Micka, a sami wybraliśmy się do parku, by odczytać zagadkę.
-No pokaż mi tą kartkę- zaczął Mick. - O kurde, powiem Ci, że faktycznie trudno rozczytać, ale nie martw się. Znam w okolicy takiego pana w podeszłym wieku. On nam to powinien odczytać, bo jest w tym mistrzem.
- A co jeżeli sam zacznie być ciekawski o co w tym chodzi i będzie nas dopytywać?
-Spokojnie, to daleki znajomy mojego wujka. Powiem mu, że ten kawałek kartki jest potrzeby do szkoły, że to fragment książki, którą mamy przeczytać po wakacjach. Nawet wymyśliłem, co powiem jak zapyta, czemu tusz jest rozmazany. Powiem wtedy, że pies miał kartkę w pysku.
-Nie wiedziałam, że tak umiesz kłamać - powiedziałam uderzając go pięścią w ramię.
-No wiesz, może i się przyjaźnimy, ale i tak dużo rzeczy o mnie nie wiesz - powiedział Mick, a następnie pocałował mnie w usta.
Ruszyliśmy więc do domu tego starszego pana. Mick oczywiście prowadził, bo ja nie miałam zielonego pojęcia, gdzie to się znajduję.
Gdy dotarliśmy do domku kilkanaście przecznic za parkiem. Chałupka była mała i drewniana. Dach zrobiony był z rozpadających się już dachówek. Dostrzegłam także znajdujące się na wprost nas dwa drewniane okna ze zwiędłymi kwiatkami w kwietniku oraz drewniane drzwi. Do drzwi prowadziły stare drewniane schody, które mogły się w każdej chwili rozwalić. Przed domem po naszej lewej stronie stały dwa skrzaty ogrodowe oraz trzy różowe pelikany. Natomiast po prawej stronie  znajdowały się różne kwiatki takie jak tulipany, róże, fiołki oraz stokrotki. Ku mojemu zdziwieniu rośliny były zadbane.
Mick złapał mnie za rękę i  pociągnął w stronę drzwi. Staraliśmy się wchodzić bardzo powoli po tych starych schodach, jednak z każdym naszym ruchem one skrzypiały. Chłopak zapukał do drzwi. W przeciągu trzech minut ktoś otworzył nam je. Była to staruszka. Miała siwe, krótkie, kręcone włosy, duże czarne prostokątne okulary. Twarz i ręce miała pomarszczone. Ubrana była w żółtą z czerwonymi kwiatkami podomkę. Na jej nogach znajdowały się różowe kapcie. W ręce trzymała książkę, lecz nie mogłam odczytać jaką.
- O co chodzi? - powiedziała bardzo spokojnym głosem.
-Emm.. - zaczął Mick. - Bo wie pani, mieszkał tu swojego czasu taki starszy pan. Mamy do niego sprawę. Wie pani gdzie on może być?
-Tak wiem, to mój mąż. - odpowiedziała uśmiechając się. - Biedak pracuję. Znajdziecie go dwie ulice dalej w księgarni.
-Dziękujemy pani ślicznie, do widzenia. - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Staruszka zamknęłam drzwi, a my ruszyliśmy w wyznaczone miejsce.
Tak jak ta pani mówiła, dwie ulice dalej znajdowała się księgarnia. Weszliśmy do niej.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc- powiedział starszy pan.
-Dzień dobry - odpowiedział chłopak. Jestem Mick Roy. Mój wujek nazywa się Emil Roy. Kojarzy go pan prawda?
-Zgadza się młody człowieku - odpowiedział uśmiechając się.
-O to dobrze. Bo mam do pana pewną sprawę.
-Zamieniam się w słuch.
-Proszę oto kartka. Chcielibyśmy się dowiedzieć co na niej pisze, to ważne potrzebujemy tego do szkoły. 
-Hmm poczekaj chwilę.
Starszy pan poszedł po swoje okulary, założył je i następnie bacznie przyglądał się kartce. Przyłożył ją nawet do lampki, która znajdowała się obok niego.
-Mówisz, że potrzebujecie tego do szkoły, tak? - zapytał po dłużej chwili mężczyzna.
-Tak, mówię. Czy wie pan co tam pisze?
-Oczywiście, ale jest to forma zagadki... - mówił zafascynowany.
-No tak... boo to jest z książki detektywistycznej- skłamał Mick. Ja natomiast przysłuchiwałam się rozmowie w milczeniu.
-Aha, no więc młodzieńcze, pisze tu tak " Widzę, że naprawdę komuś coś się stało. Lecz nie bój się mała dziecino. Zapytaj kogoś, kto przechodził to samo. Kogoś, kto pomoże ci śmiało."
-To przecież chodzi o jego brata.. - powiedziałam to dość głośno, bo starszy pan spojrzał na mnie ze zdziwieniem na twarzy.
-O jego brata? - zapytał.
-Tak- odpowiedziałam ze spuszczoną głową-  bo widzi pan, zaginęła mi sio....
-No dobrze to my już pójdziemy - przerwał mi Mick, zabierając karteczkę starszemu panu oraz chwytając mnie za rękę i ciągnąć w stronę drzwi wyjściowych. - Dziękujemy i do widzenia.
-Chwileczkę młodzieńcze - powiedział stanowczo staruszek.  -Bo widzisz, ja jestem....