niedziela, 19 października 2014

Porwanie cz.9

Długo mnie nie było, wiem C: szkoła i inne takie. 
Zapraszam do czytania, jak możecie to powiedzcie o blogu innym :) 
Dziękuję to tyle i cześć.
___________________________________________
-No słucham, gdzie ona jest? - mówiła, a jej uśmiech znikał powoli z twarzy. - Coś się jej stało? Mów mi tu zaraz Jessica. 
-Hanno, ona... jest.. 
-Rodzice koleżanki Olivii zabrali ją na wczasy- wtrącił się Mick ratując mi tyłek.
-O właśnie, dokładnie tak było - powiedziałam uśmiechając się. 
-No cóż jeżeli tak jest, to dobrze. Mam nadzieje że świetnie się tam bawił. 
-Na pewno - mówiłam już trochę ciszej.
Hanna odeszła, a ja wraz z Mickiem ruszyliśmy na górę. 
- Trzeba zająć się poszukiwaniami Olivii. Mick został nam niecały tydzień. - mówiłam szeptem, by gosposia nas nie usłyszałam, jednak w moim głosie słychać było strach i zdenerwowanie.
-Masz racje, trzeba szybko zajrzeć do notatek dziadka. 
Weszliśmy do pokoju, bardzo cicho i dyskretnie. Zabrałam notes, natomiast Mick paczkę z listem, która odłożyłam do pokoju dziadka, gdy wróciliśmy z kina. 
Poszliśmy do mojego pokoju i tam zaczęliśmy zajmować się poszukiwaniami. 
-Kolejna zagadka. 
- Czytaj - powiedział Mick.
- "Kolorów 5, kartka 1 i w tej karteczce zagadka następna. " 
-Rozumiesz coś z tego? - zapytał. 
-Nie. Nic kompletnie nie rozumiem. 
- Trzeba będzie iść do pokoju dziadka i przeszukać go dokładnie. 
-Nie pójdziemy teraz, Hanna zaraz przyjdzie zobaczyć co robimy. Jak odkryje pokój będzie pytać czego tam szukamy i co w ogóle tam robimy. Nie odpuści dopóki się nie dowie. A pamiętasz? Dziadek działał po cicho, więc my zrobimy tak samo. 
-No dobra, nie wejdziemy do tego pokoju. Czasu mamy coraz mniej. Jessica niedługo nie będziemy mieli powodu tam zaglądać, bo twoja siostra zginie
- Nie mów tak- krzyknęłam, a łzy zalały moje policzki. 
-Już spokojnie - powiedział Mick przytulając mnie. - Będzie dobrze. 
Pocałował mnie w czoło i jeszcze mocniej przytulił.
-Masz racje. Trzeba się zebrać. Nie będę przecież płakała cały czas. Trzeba zacząć działać. Musimy wymyślić plan.
Powiedziałam wycierając łzy z policzków. 
Siedzieliśmy w milczeniu dobre 15 minut. Nagle, coś przyszło mi do głowy. 
-Może ten pomysł jest na poziomie przedszkolaka, ale trzeba go tu zastosować. 
-No to mów.
-Jedna z osób zajmie Hannę, a drugą po zabiera składniki dzięki którym nie zrobi obiadu. Będzie musiała po nie iść do sklepu, a wtedy będziemy mieli czas na przeszukanie pokoju. Zdążymy wszystko dokładnie przeszukać, gdyż Hanna wybiera wszystko dokładnie i sprawdza po kilka razy jak wygląda jeden produkt, by wiedzieć, że kupowane przez nią jedzenie jest najlepsze. 
-Świetne kochanie. 
Poszłam do łazienki przemyć twarz i zacząć realizacje planu. 
Ja byłam osobą, która miała rozproszyć Hannę, natomiast Mick był odpowiedzialny na zabranie produktów. Cały plan zajął nam 10 minut. Następne 5 minut później gospodyni nie było już w domu.
Poszliśmy do pokoju dziadka w sumie mówiąc można nazwać to gabinetem. Tak gabinet brzmi lepiej. No więc poszliśmy do gabinetu dziadka. Zaczęliśmy poszukiwania. Wszystko sprawdziliśmy dokładnie. I nic. Nic nie znaleźliśmy. 
Wróciliśmy do mojego pokoju, gdyż zorientowaliśmy się, że Hanna wróciła. Położyłam się na łóżku. Obok mnie leżał notes i.. paczka. Nagle coś przyszło mi do głowy.
- Mick już chyba wiem! 
-Ale co? - zapytał zdziwiony chłopak.
-Odpowiedź jest na pewno w paczce.

Porwanie cz. 8

Kolejna część opowiadania. Zapraszam i proszę o zostawienie komentarza z opinią.
___________________________________________________
Kiedy przestaliśmy się całować Mick nadal wpatrywał się w moje oczy. To było piękne. Brakowało mi słów by opisać to co czułam.
-Łał, ja nie wied...
-Nic teraz nie mów - przerwał mi, ponownie rozpoczynając całowanie. Przeniósł mnie delikatnie na siebie tak, że leżałam na jego umięśnionym brzuchu. -Kocham Cię.
- Mick ja też Cię kocham- uśmiechnęłam się delikatnie, a następnie położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
I tak leżeliśmy w milczeniu, aż w końcu zasnęliśmy.
Kiedy obudziłam się rano Micka nie było na łóżku. Pewnie poszedł do łazienki się odświeżyć. Postanowiłam, więc wstać. Ubrałam się bardzo szybko i zeszłam do kuchni.
Rodziców już nie było, mam nadzieję, że nie zajrzeli wczoraj do mojego pokoju. Musiałabym się im nieźle tłumaczyć dlaczego spała z przyjacielem w łóżku. Przecież mam 16 lat , a on jest starszy. No dobra, miejmy nadzieję, że nie weszli do tego pokoju. O a co to? Kolejna karteczka?
" Słońce jak się okazuję nasza gosposia pojechała na tydzień na wakacje do Kanady. My również będziemy bardzo zajęci. Często nie zastaniesz nas teraz w domu. Mamy dużo pracy, więc mam nadzieję, że to zrozumiesz. Zostawiamy cały dom pod Twoja opiekę. Jeżeli Mick ma czas może u nas przebywać ile tylko chce. Całujemy rodzice. "
To trochę mam czas by znaleźć Olivie.
Nagle do kuchni wszedł Mick, odświeżony, czysty, pełen sił. Od razu rzuciłam mu się w objęcia.
-Cześć przystojniaku - powiedziałam przygryzając wargę, a następnie całując chłopaka.
-Witaj księżniczko.
-Ojoj, jak słodko.
-Kochanie może wybierzemy się do kina? Ty wybierasz film.
-Świetny pomysł - uśmiechnęłam się, wzięłam torebkę i zamknęłam dom.
Gdy byliśmy już na miejscu zauważyłam Alice kupująca popcorn. No tak, na pewno ta zołza zaraz tu przylezie. Zrobiłam kwaśną minę i złożyłam ręce na krzyż. Mick to zauważył i objął mnie lewą ręką.
Tak jak mówiłam Alice podeszła do nas.
- A co wy tu robicie? - zapytała chichocząc.
-Przyszliśmy na ten film- pokazałam palcem na jeden z filmów miłosnych.
-Nie wiem czy wiesz Jessica, ale by iść na ten film potrzebujesz partnera.
-No i ma - powiedział Mick całując mnie w usta.
Kiedy zobaczyła to ta plastikowa lala otworzyła usta ze zdziwienia oraz obrzydzenia i odeszła.
W głębi duszy była strasznie zadowolona, że ta małpa sobie poszła i kto wie, może już mi odpuści skoro wie, że Mick jest moim chłopakiem. O matko jaka ja byłam wtedy szczęśliwa! Jednak nie okazywałam tego na zewnątrz.
Zanim film się zaczął poszła kupić popcorn i picie. Mick zajął już dla nas miejsca. Film trwał dobre 2 godziny. Przez całe jego trwanie byłam wtulona do Mick, od czasu do czasu podczas trwania sceny miłosnej dawał mi buziaka.
                                        ~~~°~~~°~~~°~~~
Mój związek z Mickiem układał się coraz lepiej. Ciągle gdzieś wychodziliśmy, często zostawał u mnie w domu. Minął dobry tydzień odkąd zaczęłam z nim chodzić. Właśnie wracaliśmy do mojego domu.
Gosposia Hanna wróciła z wakacji. Weszłam do willi śmiejąc się z Mickiem. Hanna przywitała nas radośnie. Od razu zorientowała się, że jesteśmy parą, gdyż Mick na jej oczach pocałował mnie w usta. Pogratulowała nam.
-Zawsze powtarzałam, że Wy do siebie pasujecie- mówiła, szeroko się uśmiechając. - A właśnie, gdzie jest Olivia?
-Kurwa - przeklęłam pod nosem. Zapomniałam o niej...


środa, 15 października 2014

Porwanie cz. 7

Zapraszam do 7 części :3 
Proszę o opinie do tekstu. :) 
Pamiętać o komentarzu :p 
_________________________________
...paczkę.
-Aha. - powiedziałam krótko. 
-Zobacz za tą paczką jest jakaś kartka.
"Świetnie, świetnie. Nie otwieraj teraz tej paczki. Poczekaj na odpowiedni moment."
Po przeczytaniu tego tekstu ja z Mickiem wpatrywaliśmy się w paczkę dobre 5 minut. Te słowa były dla nas nie zrozumiałe. "Odpowiedni moment", pytanie tylko, kiedy on nadejdzie.
Możliwe, że patrzyłabym się nadal w tą "zdobycz" gdyby nie Mick, który powiedział że trzeba wracać. Miał rację, było już na prawdę późno.  Złapaliśmy busa i wróciliśmy pod mój dom. 
-Zostaniesz na noc? - zapytałam, uśmiechając się,
-Jasne-odwzajemnił uśmiech. 
Weszliśmy do środka. Zobaczyłam, że rodzice są w kuchni. Chcieliśmy wejść po cichu, nie przeszkadzają im w rozmowie. Skierowaliśmy się w stronę schodów na górę, gdy nagle zaczepiła nas moja mama.
-Kochanie nie wiesz może gdzie jest Olivia? 
Odwróciłam się na lewej pięcie w stronę rodzicielki. 
-Dobry wieczór- powiedział Mick myśląc, że może w ten sposób zagada mamę. 
-Dobry- odpowiedziała uśmiechając się.
-Mamo, Mick zostanie dzisiaj u nas, dobrze? 
-Dobrze, dobrze. A gdzie jest Olivia? - Ahh.. Nie przestawała. I co teraz? Powiedzieć jej prawdę czy nie? Wydaję mi się, że dziadek działał cicho i zachował wszystko dla siebie. Postanowiłam, że zrobię to samo. 
-Olivia została w domu u tej swojej koleżanki- skłamałam. 
-Nic mi o tym nie wiadomo, ale skoro tam mówisz, to dobrze. Ufam Ci i wierzę, że zawsze mówisz mi prawdę. - powiedziała mama i odeszła z uśmiechem na twarzy. Mnie natomiast ukuło coś w brzuchu. No jasne.. Odzywa się sumienie. Mama miała rację, nigdy jej nie okłamywałam. Nauczono mnie dobrych manier i odpowiedniego zachowanie, więc tego się stosowałam. 
Jednak to była sytuacja wyjątkowa! Nie ważne... Po prostu weszła z Mickiem do mojego pokoju. 
-Łał Jessica, zmieniasz się - zażartował sobie. - Nigdy nie okłamywałaś nikogo, a teraz.. 
- To nie jest śmieszne! - przerwałam mu rzucając w jego stronę poduszką. 
-No wiem, ale nie musiałaś od razu we mnie rzucać- powiedział, odrzucając poduszkę. 
No i zaczęła się wojna. Rzucaliśmy się poduszkami jak małe dzieci. 
-Bitwa na poduszki? Tak się bawimy? -powiedział łapiąc i rzucając mnie na łóżko. 
-Pamięta pani, że ma pani łaskotki ? 
-Nie Mick, proszę.. -  Nic nie pomogły te słowa. Mick zaczął mnie łaskotać, a ja śmiałam się wniebogłosy. Bałam się, że zaraz do pokoju wparują rodzice. Trudno będzie tłumaczysz się z bieżącej sytuacji.
-Mick uspokój się! - krzyczałam. 
-Było nie zaczynać młoda. 
Zaczęłam okładać go poduszkami po głowie. 
W końcu przestał mnie łaskotać, a ja odrzuciłam poduszki na bok. 
Leżałam na łóżku , a Mick okrakiem na mnie. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. 
I nagle, coś pękło we mnie..  Moje serce zaczęło bić szybciej. Mick nie odrywał ode mnie wzroku. Uśmiechał się lekko. Powoli jego twarz zbliżała się do mojej. Zamknęłam oczy. Nagle poczułam obecność czyiś ust na moich. Wiedziałam, że to on. Zaczął powoli mnie całować. Bardzo delikatnie i namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek. Nie mówiłam tego wcześniej, ale Mick bardzo mi się podobał. Nie chciałam mu jednak tego mówić, by nie zepsuło to naszej przyjaźni. Ale teraz... Teraz właśnie coś zrozumiałam. Zakochałam się w Micku...

Porwanie cz. 6

Już 6 część opowiadania :) zapraszam i poproszę o co najmniej jeden komentarz z opinią o opowiadaniu :3 
____________________________________________________
-Trzeba się zastanowić Mick-odpowiedziałam.
-Ale kurde, jakiś prostokąt, litery i numer 17 i weź się domyśl o co chodziło twojemu dziadkowi.. 
-Dziadek był mądry, dobrze wszystko ukrył i te zagadki... Cholera, Mick trzeba zacząć myśleć... Prostokąt, a w nim jakieś mniejsze prostokąty. Można się domyślić, że nr 17 oznacza coś z właśnie z tym numerem. 
-No dobra, a te cztery dłuższe linie z mniejszymi? Trochę mi przypominają tory.
Chwilę się zastanowiłam.
-Mick to jest to! 
-Ale, że.. Co??? -zapytał zdezorientowany Mick.
-No to te tory! Gdzie są tory? No gdzie? - krzyczała podekscytowana
-No.. No... Na dworcu kolejowym. 
-No właśnie! A te litery to pewnie nazwa dworca z lukami. Trzeba się zastanowić S_l_ C__t_r tu chodzi przecież o Solf Center ! 
-Ej  to jest myśli! Okej, a ten nr 17 ? 
-Hmm... - chwila zastanowienia. - Solf Center jest jedną z trzech dworców kolejowych w tym mieście, gdzie znajdują się skrytki od bardzo dawna. Na pewno dziadek schował tam następną zagadkę!
-Możliwe, ale żeby otworzyć te skrytki trzeba znać czterocyfrowy kod. 
-W takim razie trzeba znaleźć ten kod. Nie ma go na odwrocie kartki? 
-Nie, a gdzieś na obrazie?  
-Też nie ma. W takim razie szukajmy w tym domku. Dziadek na pewno ukrył tu gdzieś ten kod.
Zajęliśmy się szukaniem. Sprawdziłam pod fotelami, na stoliku, obok okien, pod innymi obrazami. I nic, nigdzie nie było żadnego kodu. Nagle zawołał mnie Mick.
-Jessica, chodź tu. Chyba coś znalazłem. 
Podeszłam. A Mick skierował wzrok na półkę z książkami.
-Zobacz. Trzeci rząd od góry. Spójrz na cztery książki pośrodku. A dokładniej na numery książek. 
Przyjrzałam się uważnie. Wszystkie książki były ułożone po kolei cyframi oprócz tych czterech na środku. Wyglądało to tak: 1 2 3 4 7 5 8 6 9 10
- Uważasz, że 7586 to kod ? -zapytałam.
- Tak mi się wydaję- odpowiedział. -Trzeba będzie to sprawdzić.
Postanowiliśmy, więc pojechać na Solf Center.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy w pierwszy lepszy autobus w tą stronę. Jadąc oglądaliśmy wszystkie obiekty dokładnie jakbyśmy byli w tym mieście pierwszy raz. Nagle usłyszałam jakieś chichoty dziewczęce. Odwróciłam się i zobaczyłam Alice. Była to taka blond modnisia z mojego liceum. Uważała się za najpiękniejszą ze wszystkich dziewczyn w szkole z dużą ilością tapety na ryju. I nie żeby coś, ale ona miała stanowczo za dużo makijażu na sobie. Nienawidziłam jej, a ona? Strasznie lubiła mi dogryzać. Nie podobało jej się to, że Mick wybrał mnie, a nie ją jako przyjaciółkę. Nasi rodzice też się nie lubili. Oboje prowadzili takie same firmy. Byli więc dla siebie największymi konkurentami. Oczywiście ta lala podeszła do mnie i Micka.
-O cześć Mick i ty... -spojrzała na mnie z obrzydzeniem.
-Tak ja, przeszkadza ci coś?
-Owszem, mogłabyś być taka jak ja i moje przyjaciółki, a nie...
-Jestem przynajmniej naturalna -Przerwałam jej. 
-Śmieszna jesteś. To, że się maluje, nie znaczy, że od razy jestem plastikiem. 
-Gdybyś się mniej malowała, może było by inaczej. 
-A co tam u Ciebie Mick ? - zignorowała moje słowa.
-Jakoś leci- odpowiedział krótko. 
- A co Wy tu w ogóle robicie? - gadała dalej jak najęta.
- Nie Twoja sprawa! -prawie krzyknęłam.
- Ach.. Już myślałam, że jesteście razem, ale no tak... Kto by Cię chciał Jessica. A tym bardziej Mick - odeszła śmiejąc się pod nosem. 
Szczerze mówiąc nie ruszyło mnie to wcale. Jednak strasznie ta lalunia wtrącała mi się w życie i to denerwowało mnie najbardziej. Przez cała dalszą drogę autobusem ja z Mickiem nie odzywaliśmy się do siebie w ogóle. Byłam trochę zdenerwowana, a Mick to najwyraźniej wyczuł i wolał się nie odzywać. 
Wysiedliśmy na miejscu. Weszliśmy na dworzec. Od razu w nasze oczy rzuciła się ta skrytka. Oczywiście skrytka nr. 17. Mick miał racje. Była kłódka, a żeby ją otworzyć trzeba było wpisać kod. Patrzyłam na kłódkę. Tysiące pytań przeleciało mi przez głowę. A co jeżeli to nie ten kod? A jeżeli nawet otworze, to co może tam być?
W tej właśnie chwili zrozumiałam, że mój dziadek był tajemniczy. Znał dużo opowieści. Jednak nigdy nie mówił, że jego brata porwali. Ja go nawet nie znałam. Dziadek wspominał o swoim bracie tylko tyle, że gdy skończył osiemnaście lat wyjechał z kraju i wieść o nim zaginęła. Do 20 roku życia wysyłał listy, a potem przestał się odzywać. Możliwe, że żyje, ale jest też prawdopodobieństwo, że nie. Wiadomo tylko, że wyjechał do Kanady. To wszystko wiem od dziadka. Możliwe, że pisał z nim jeszcze później, lecz dziadek nic nie więcej nie mówił na ten temat. Wszystkie listy zapewne są w tym pokoju, który przez ponad 17 laty został zamknięty. Dziadek go zamknął, gdy dowiedział się, że ma raka. Klucz pewnie gdzieś schował, chociaż jest możliwość, że go wyrzucił. Rodzice nie mieli czasu, by przejmować się jakiś jednym pomieszczeniem w tak dużym domu. No w końcu to jest willa. Jeden pokój mniej czy więcej to dla nich żadna różnica. 
Ale powracając do bieżącej sytuacji. Klęczę przed niebieską, prostokątną skrytką z numerem 17. Za mną stoi Mick. Ręce mi się trzęsą. Nie mam bladego pojęcia czemu boję się przekręcić cyferki, wystukać ten głupi kod i otworzyć skrytkę. Jessica ogarnij się, dasz radę. To tylko kod, a to coś w środku może uratować życie mojej siostry. No właśnie Olivia, gdzie ona jest? Co może się jej dziać? Co właśnie robi? Czy jeszcze żyje? Łzy zaczęły zalewać moje policzki. Odwróciłam się w stronę Micka.
-Nie dam rady- powiedział cicho, prawie płacząc. Nie obchodziło mnie czy ludzie patrzą się na mnie teraz czy nie. Nic mnie nie obchodziło oprócz dwóch rzeczy: mojej siostry Olivii i tego co jest w środku skrytki. 
-Dasz radę- odpowiedział Mick uśmiechając się. Przykucnął przy mnie i powtórzył szeptem. - Dasz radę.
Odwzajemniłam uśmiech. Znowu spojrzałam na tą zakichaną skrytkę i pozwoli zbliżałam się do kłódki. Zaczęłam wpisywać kod. Cyferka po cyferce. Trwało to dłuższą chwile zanim wpisałam cały kod. Kłódka otworzyła się. Moje oczy powiększyły się. Otworzyłam drzwiczki skrytki. Wzięłam jej zawartość do ręki.  Miałam bowiem w rękach...

niedziela, 12 października 2014

Porwanie cz. 5

Dziękuję "mojemu anonimowi" ( że tak sobie go nazwie ) za komentowanie kolejnych części opowiadań ;3 . Odpowiedziałam na twój ostatni komentarz, więc wejdź i przeczytaj ;)  Zapraszam do następnej części. Już piątej =3 
____________________________
"Gdzie w małym drewnianym domku lata młodości spędzałem, za obrazem mojej babki pewien rysunek schowałem"
-O co tu może chodzić? - zapytał Mick.
Zaczęłam myśleć. Drewniany domek, hm... A no tak! 
-Już wiem- odpowiedziałam dumnie. - Za moim domem są wielkie drzewa. Na jednym z nich bawił się mój dziadek jak był mały. Miał tam domek na drzewie. Był on wykonany z drewna! To na pewno chodzi o to!
-To na co czekamy? Chodźmy.
Ruszyliśmy za dom. Nie myliłam się. Za mieszkaniem znajdowały się trzy drzewa, a na środkowym drewniany domek na drzewie. Postanowiliśmy wejść do niego.
Domek był bardzo dawno nieużywany. Znaczy chodzi mi o to, że jak dziadek bawił się tam będąc mały, tak nikt potem tam się nie bawił. Może Was to zdziwić, że co? Ja będąc mała nie bawiłam się w tym domku? Moja rodzina jest trochę dziwna. Opowiem w skrócie. Otóż ten dom w sensie willa w którym aktualnie mieszkam jest po moim dziadku. Mieszkał tam wraz z rodzicami. Lecz oni nie zgodzili się by dziadek wraz z swoją żoną mieszkał w tym domu. Prawdopodobnie nie ufali mojej babci lub jej po prostu nie lubili. Tak czasem bywa. Dziadek tak bardzo kochał swoją małżonkę, że w wieku 22 lat wyprowadził się od rodziców i zamieszkał z moją babcią. Tam urodziła się mama. Poznała tatę, wzięli ślub. Moi dziadkowie zgodzili się by jej córka z mężem mieszkali u nich. Dom ich był średniej wielkości, gdyż moja babcia nie była bogatą kobietą. Dziadek chciał kupić nowy, większy dom. Miał bowiem sporo pieniędzy. Pracował potajemnie przed matką w firmie ojca, który źle przechodził wyprowadzkę syna. Babcia się jednak nie zgadzała. Mówiła, że za bardzo tęskniła by za tym domkiem. Dziadek spełnij jej wolę i zostali w tym domku. Tam narodziłam się właśnie ja. Mam nadzieję, że łapiecie o co chodzi. Kiedy prababka umarła, pradziadek pozwolił wprowadzić się na nowo dziadkowi i jego rodzinie do willi. W trakcie zmiany domu zmarła babcia. Dziadek to strasznie przeżywał. Później na raka zmarł pradziadek. Dwa lata potem urodziła mi się siostra. Rok po jej narodzinach zmarł dziadek, na tą samą chorobę co jego ojciec. 
Rodzice uznali, że Olivia będzie mogła bawić się w domku na drzewie w wieku 10 lat. Od śmierci dziadka minęło już 4 lata. Olivia ma 7 lat i jest nie wiadomo gdzie. Ale już niedługo. Obiecuje, że znajdę Cię siostro! 
No, ale powróćmy do tego co dzieje się teraz na świecie. Więc tak, wraz z Mickiem weszłam do tego domku...
-Łał, jak na domek na drzewie jest on spory - powiedział z wielkim zdziwieniem Mick. 
-Trzeba się porozglądać i znaleźć ten cholerny rysunek - powiedziałam. 
-Gdzie on miał leżeć? - zapytał chłopak. 
-Za obrazem babki dziadka - odpowiedziałam. 
-Wiesz jak ta babka wyglądała? 
-Nie. 
Zaczęliśmy więc się rozglądać. Po lewej strony od wejścia znajdowały się 2 duże fotele i stolik. Po prawej stronie półka z książkami. Z każdej ze stron znajdowało się jedno okno. Na wschód, zachód, południe i północ. Na wprost od wejścia znajdował się obraz. Zaraz, zaraz... 
-Mick to chyba ten obraz! - krzyknęłam ze szczęścia. 
-Chodź zobaczymy co jest za nim. 
Mick zdjął obraz. A tam znajdowała się kartka, a na niej rysunek, tak jak mówiła zagadka dziadka. Oto co przedstawiał rysunek :


-Co to może być? - zapytał Mick.
_____________________________________
Postaram się posty dodawać częściej, jednak pod tym postem musi być co najmniej jeden komentarz z opinią. Przyjmę wszystko :3

sobota, 4 października 2014

Porwanie cz. 4

Kolejna część opowiadania.  Dziękuje tej osobie która komentuje. Tak mówię właśnie o anonimie który skomentował 2 ostatnie części opowiadania (posty). I umówmy się, że będę dodawała kolejne opowiadanie jak będzie co najmniej jeden komentarz. A i napisałam następny rozdział, jest on dłuższy. Postaram się pisać teraz dłuższe posty (opowiadania) :3 
________________________________
-Co jest? - zapytał chłopak.
-Nie mogę uwierzyć- wydusiłam z siebie w końcu. 
-Ale o co chodzi? - dopytywał Mick.
-No, ten... Mój dziadek... Emm...
-No powiedz w końcu!
-W tym notesie mój dziadek opisuje jak w roku 1946 przytrafiła mu się podobna sytuacja. Jego rodzice również byli zajęci swoimi sprawami. Miał młodszego brata, którego również porwali porywacze. I patrz, o tutaj. Dziadek pisał wszystko po kolei w punktach jak toczyły się jego poszukiwania w szukaniu brata. Może, może...
-Może to ci sami porywacze- przerwał mi Mick.
-Dokładnie- powiedziałam lekko się uśmiechając. 
- A Twój dziadek zapłacił ten okup czy jak?
-Nie, nie... Tu pisze, że odbił go od tych porywaczy.
-To co, chyba nam się uda ją zabrać, nie?
-To nie będzie takie łatwe- powiedziałam.
-Dlaczego?- zdziwił się Mick.
-Spójrz tutaj- odpowiedziałam pokazując na fragment tekstu w notesie. - Dziadek zastosował jakieś zagadki i wskazówki. Najpierw trzeba będzie je odszyfrować. 
-No to czytaj pierwszą zagadkę.
Wzięłam zeszyt i zaczęłam czytać.