sobota, 27 września 2014

Porwanie cz. 3

Cz. 3 opowiadania
Zapraszam do czytania :3 
Zostaw komentarz po przeczytaniu bo to motywuje ;p
____________________________
-I co z tym zrobimy?- zapytał Mick.
-Nie wiem Mick-odpowiedziałam. - Muszę zadzwonić do rodziców. 
-Zwariowałaś?! Powstaną z tego jeszcze większe kłótnie. Niedługo to się oni pozabijają.
- Nie mam wyjścia. Im szybciej się oni tego dowiedzą, tym lepiej. 
Spróbowałam zadzwonić do obojga rodziców. Nie odbierali. No świetnie. Zajęci swoimi pracami nawet nie mają pojęcia co dzieje się w ich  własnym domu. 
Wiem, że wcześniej mówiłam, że moja rodzina ma dużo kasy, jednak 1 000 000 000 $? Oni siedzą w tym może 2, może 3 lata. Przecież trzeba było w coś zainwestować. Mają jeszcze spłacić kredyty. Miałam mętlik w głowie. Jednak... Coś przyszło mi do głowy. Wpadłam na pomysł przeszukania domu. Może cokolwiek pomoże w tej strasznej sprawie. Weszliśmy do środka.
- Ej, a co tam jest? - zapytał nagle Mick patrząc na zamknięte drzwi.
-To stary pokój, prawdopodobnie po moim zmarłym dziadku. Drzwi dawno są zamknięte,  
lecz nikt nie wie gdzie jest klucz.
-Spróbuje je wyważyć - powiedział pewny siebie Mick. Był na prawdę umięśniony, więc to zadanie wydało mu się proste.
Zanim zdarzyłam coś powiedzieć mój przyjaciel zajął się drzwiami. Bez żadnych trudności otworzył je. Weszliśmy do pomieszczenia.
Znajdowały się tam różne pamiętniki, notesy. Wzięłam do ręki jeden z nich. Zaczęłam czytać. Ze strachu z rąk wypadł mi notes. Mick spojrzał się w moim kierunku. Nie dowierzałam w to co tam przeczytałam.

piątek, 19 września 2014

Porwanie cz. 2

Cześć. To już druga część opowiadania :3. Mam nadzieję, że się spodoba. Prosiłabym o komentarz, bo to naprawdę motywuje :)
____________________________
W przedpokoju stali rodzice. Kłócili się o to kto miał odebrać moją młodszą siostrę Olivie z przedszkola i ogółem o wszystko inne. 
Oboje żyli w stresie. Matka Charlotte prowadziła najlepszą restauracje w mieście, natomiast ojciec Lucas prowadził firmie. Mieli tyle na głowie, że nie starczało im czasu dla swoich dzieci. 
Weszłam po schodach. Byli tak zajęci kłótnią, że nawet nie zauważyli mnie. Rzuciłam się na łóżko. Poleciało mi kilka łez. Rodzice nie przejmowali się nami. Owszem, miałam wszystko co tylko chciałam, jednak sama musiałam radzić sobie z problemami. Oni uważali, że wszystko i wszystkich można przekupić. 
Nie myśląc już o tym, usiadłam przed laptopem. Znalazłam jakiś film. Obejrzałam go i poszłam spać. 
Wstałam ok. 10 rano. Zeszłam do jadalni. Na stole była kartka.
"Córcia jesteś w pracy. Olivia poszła do koleżanki. Na lodówce masz trochę pieniędzy. Kup sobie coś do jedzenia. Nasza gosposia ma dzisiaj wolne. Będziemy późno wieczorem.
             Rodzice."
Od razu zadzwoniłam do Micka.
- Halo Jessica.
- Cześć , mam wolno chatę wpadasz?
- Będę za 20 minut.
Wzięłam prysznic i wybrałam się do sklepu kupić popcorn.
Gdy wróciłam zobaczyłam kartkę na wycieraczce.
Podniosłam ją i zaczęłam czytać.
"Mamy waszą córkę Olivie. Żądamy okupu. 1 000 000 000 $ ". Jeżeli w ciągu dwóch tygodni nie dostaniemy pieniędzy dziewczyna zginie."
W tym samym czasie przyszedł Mick. Zobaczył moją zapłakaną twarz. 
-Co się stało? - zapytał z przejęciem.
Pokazałam mu list. Po przeczytaniu od razu mnie przytulił.
_______________________________
Przeczytałeś/aś? Zostaw komentarz. :)

środa, 17 września 2014

Porwanie cz. 1

Cześć. Będę pisała tu opowiadania wymyślone przeze mnie. Jest tu jego pierwsza część. Mam nadzieje, że się spodoba.
____________________________________
Zaczęły się wakacje, nareszcie - powiedziałam patrząc w lustro i uśmiechając się do siebie. - Dostałam SMS-a od Micka.
"Spotkajmy się za 10 minut w parku."
Przeczytawszy to ubrałam się w jeansy, białą bluzkę, czarną bejsbolówkę i czarne trampki. Zeszłam po schodach i wyszłam. Od parku dzieliło mnie jakieś 20 metrów. Usiadłam na ławce. Spojrzałam na zegarek. Mick powinien zjawić się za kilka minut.
Wpatrywałam się w niebo. Pogoda była przepiękna. Zero chmur i ciepłe promienie słońca. Zamknęłam oczy. Zrelaksowałam się.
Nagle poczułam czyjeś ręce na moich oczach.
- Zgadnij kim jestem- usłyszałam niski, radosny męski głos.
-Mick- zaśmiałam się jednocześnie zabierając ręce chłopaka z mojej twarzy.
- To co młoda- powiedział siadając obok mnie- idziemy do Bradway'a ?
- Jasne- powiedziałam uśmiechają się.
Mick mnie objął i ruszyliśmy w wyznaczone miejsce. Uwielbiałam go, był i nadal jest  dla mnie najlepszym i jedynym przyjacielem. Znamy się od dzieciństwa. Mimo tego, że jest ode mnie starszy o dwa lata, był najwspanialszy.
Zabrał mnie do naszego ulubionego baru z fast foodami. Kupiliśmy hamburgery. Po jedzeniu zabrał mnie na długi spacer. Późnym wieczorem odprowadził do domu.
- To na razie - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Pa - odpowiedziałam.
Weszłam do środka z uśmiechem na twarzy. Sądziłam, że po tak wspaniałym dniu nic nie może zepsuć mi humoru.
Myliłam się...
___________________________________
I jak podoba się? Bardzo prosiłabym o jakikolwiek komentarz. :)