Zapraszam
na 13 już część opowiadania ;)
____________________________
Mick Pov
Wstałem
dość wcześnie, bo o godzinie 7:00. Wziąłem więc szybki, zimny
prysznic i ubrałem się w czarną bluzę z kapturem, brązowe dresy
i czarne buty. Tak, tak wiem, wyglądałem pewnie jak jakiś
zbrodniarz, ale po części na tym polegała moja dzisiejsza
misja. Moja misja, powtarzając te słowa poczułem
się jak jakiś detektyw, a może lekarz? No nie ważne, chodzi mi o
to, że od tej mojej misji wiele zależało, pomogłoby nam uzyskać
przede wszystkim więcej informacji o porywaczach, może dowiem
się gdzie przetrzymują Olivie. Ale najpierw trzeba dostać do tego
parku. Spojrzałem na zegarek, była godzina 8:30. Do spotkania
miałem niecałe cztery godziny. Postanowiłem więc zjeść
śniadanie i resztę czasu pooglądać TV, żeby trochę się
zrelaksować.
Jessica
Pov
Obudziłam
się około 9 rano. Nie byłam głodna, więc od razu wzięłam
laptopa do ręką, położyłam go sobie wygodnie na kolana, oparłam
się o dużą, białą poduszkę i zaczęłam szukać informacji o
bracie dziadka. Wpisałam imię i nazwisko mojego dziadka do
internetu i zaczęłam przeszukiwać sieć. Po 20 minutach zdałam
sobie sprawę, że muszę być jakaś chora umysłowo, skoro
sądziłam, że od razu znajdę coś o nim w internecie. Nawet nie
wiem jak on ma na imię. Postanowiłam, więc wstać i udać się do
gabinetu dziadka. Weszłam do niego jak najciszej się tylko dało,
by nie obudzić Hanny. Wzięłam dwa duże notesy zatytułowane
"Rodzice, brat, najlepsze wspomnienia." Wróciłam do
pokoju i usiadłam wygodnie na fotelu. Złapałam w ręce jeden z
notesów. Zaczęłam czytać wszystkie fragmenty, w których pojawił
się wyraz brat. To samo zrobiłam z drugim notesem. Nie powiem, dużo
się z nich dowiedziałam. Brat jego prowadził jakąś firmę z
częściami motoryzacyjnymi w Kanadzie. Miał już wtedy żonę -
Ellen. Przeczytałam tam jeszcze kilka naprawdę fajnych momentów z
ich życia. Przykładowo- wygranie olimpiady literackiej przez brata
dziadka. Dostał wtedy 1000$ nagrody. Za te pieniądze kupił rower
dziadkowi, a resztę przekazał na Dom Dziecka w tym mieście. Bardzo
fajne było z nich rodzeństwo. Jak już Olivia będzie z powrotem w
tym domu, to też będę spędzała z nią więcej czasu. Ale
najpierw poszukajmy jej.
Wpisałam
imię i nazwisko brata dziadka do internetu. Od razu znalazłam dużo
informacji o nim na Wikipedii. Spojrzałam na rubrykę po prawej
stronie. Widniało tam jego zdjęcie z czasów nastoletnich oraz
podstawowe informacje czyli data i miejsce urodzenia, kim jest, jakie
dostał medale. Co mnie zdziwiło, to to, że nie było daty śmierci.
Oznaczało to tylko jedno... ŻYJE. Zaczęłam szukać jego
aktualnego miejsca zamieszkania i okazało się, że mieszka w tym
mieście. Uśmiechnęłam się szeroko sama do siebie. Próbowałam
zadzwonić do Micka i go powiadomić o tym, czego się właśnie
dowiedziałam. Niestety.. Nie odbierał. Spojrzałam na zegarek.
Dochodziło południe. Strasznie długo szukałam tych informacji.
Spróbowałam jeszcze raz zadzwonić, ale to nie dawało żadnych
skutków. Pewnie z tego stresu zapomniał telefonu. No nic. Zaczęłam
myśleć, gdzie mogę znaleźć brata dziadka, bo adres nie był
podany. Zaczęłam analizować wszystkie informacje, aż w końcu
okazało się, że dobrze wiem gdzie mam go szukać.
Szybko
się ubrałam i zeszłam do jadalni. Na szczęście Hanny tam nie
było. Wzięłam jabłko do ręki i skierowałam się w stronę
drzwi. Sięgnęłam po pierwszą lepszą torebkę, włożyłam tam
notesy i wyszłam z domu.
Luke
Pov
-Luke,
co się stało? Od wczoraj jesteś jakiś markotny- odezwała się
moja żona wchodząc do salonu, w którym jeszcze przed chwilą
oglądałem wiadomości.
-Muszę
się coś Ciebie zapytać- odpowiedziałem cicho, patrząc na
małżonkę.
-Mów
śmiało- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Czy
ktoś tu wczoraj był? Odwiedzał Cię? Pytał o mnie?
-Tak-odpowiedziała
krótko, po czym dodała. - Pytali się o Ciebie. Dwójka
nastolatków.
-Czyli
mi się nie przewidziało. - powiedziałem raczej do siebie, jednam
moją żona zmarszczyła czoło, gdy się odezwałem.
-Powiesz
mi w końcu, o co chodzi Luke?
-Pamiętasz
jak mówiłem Ci, że zostałem porwany jak byłem mały-
przytaknęła. - No właśnie. Wczoraj, kiedy odesłałaś dwójkę
tych nastolatków do mnie, zostałem poproszony o odczytanie tekstu.
Było to pismo mojego brata, jestem tego pewny na sto procent. Była
to zagadka. Chodziło tam o mnie, wiem to.
-I w
czym stoi problem?- przerwała mi żona.
-Nie
powiedziałem im tego..-teraz to ja przerwałem, zasłaniając rękami
moją twarz, gdyż poczułem, że łzy zaczęły spływać po moich
policzkach.
Ellen
to zauważyła, gdyż od razu przytuliła mnie.
-Dlaczego
tego nie zrobiłeś? - zapytała cicho.
-Nie
mogłem..- zacząłem. - Z dwóch powodów. Jednym z nich było to,
że zauważyłem tych porywaczy. Owszem, zmienili się. Wtedy byli
jakimiś 20 latkami. Wczoraj o wiele, wiele starszymi ludźmi. Jednak
ich poznałem. Jeden z nich miał tą swoją bliznę nad okiem.
Czaili się w pobliżu księgarni. Mogli do niej wparować w każdej
chwili i zabrać też nastolatków. Drugim powodem był mój strach.
Bałem się powiedzieć "Hej dzieci, to ja jestem tym kogo
szukacie". Widzisz Ellen, nawet teraz kiedy o tym mówię,
płaczę. Nie jestem na tyle twardy, by opowiadać o tym spokojnie.
-Rozumiem-
powiedziała całując mnie w pomarszczone czoło. -Ale wiesz, że
oni mają kłopoty i Ty musisz im pomóc.
Spojrzałem
na nią zapłakanymi oczami.
-Wiem-
powiedziałem cicho.
Nagle
naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Spojrzałem zdziwiony na
żonę. Ona jednak poszła przywitać się z gościem. Spojrzałem na
zegarek. Było parę minut po 12. Kto to może być? Postanowiłem
podnieść się z kanapy i ruszyć do drzwi. W nich stała ta sama
osóbka, z którą żegnałem się wczoraj dość dziwny sposób.
-Dzień
dobry - powiedziała zdyszana. Czyżby biegła? Zapewne.
-Dobry-
odpowiedziała lekko się uśmiechając.
-Czy
możemy porozmawiać? - zapytała próbując uspokoić oddech.
-Oczywiście,
zapraszam- odpowiedziałem wskazując ręką, by weszła.
-To
ja zaparzę herbatę- odezwała się Ellen.
Dziewczyna
się uśmiechnęła, a następnie wraz z nią skierowałem się do
salonu.
*W
tym samym czasie*
Mick
Pov
Siedziałem
na ławce w parku. Spojrzałem na zegarek na ręce. Za pięć
dwunasta. Rozglądałem się we wszystkie strony. W końcu
dostrzegłem tego grubego. Założyłem, więc szybko kaptur, by nie
rozpoznał mojej twarzy. Kontem oka dostrzegłem chudego.
Postanowiłem przybliżyć się do nich. Podszedłem do ptaków
niedaleko ich i udawałem, że się im przyglądam. Oczywiście w tym
czasie przysłuchiwałem się rozmowie porywaczy.
-Pamiętaj,
obserwuj i chłopaka, i dziewczynę- powiedział ten chudy. Wtedy za
śmietnikiem udało mi się rozpoznać ich głosy, więc dobrze
wiedziałem kto, kiedy się odzywa.
-Oczywiście
Larry- odpowiedział gruby. Przynajmniej znam jego imię. -Mam
nadzieje, że nie powtórzy się ta sytuacja, że będą w pobliżu
tego co porwaliśmy dawno temu. On im może pomóc i wtedy gówno z
kasy.
-Rozumiem,
ale przecież wiesz, że mamy zabezpieczenie w bazie. Lasery przy
kluczach do celi, gdzie więzimy to małą.
-Wiem,
Peter, jednak pamiętaj, że jest miejsce, gdzie są klucze zapasowe,
a ono nie jest strzeżone.
-Chyba,
że o to idzie, bo faktycznie wtedy tylko ten Lucas wie gdzie są, a
może zapomniał?
-Lepiej
nie ryzykować, a teraz idź kupić jedzenie, bo ta mała padnie z
głodu i wtedy też nici z kasy.
Po
tych słowach usłyszałem kroki, które z minuty na minutę cichły.
Poczekałem jeszcze chwilę i ruszyłem w stronę domu Lucasa. Kto by
pomyślał, że on jest tym bratem? Jednak porywacze to idioci.
Rozmawiać o takich rzeczach w parku. Dużo nam pomogli.
Chciałem
zadzwonić do mojej dziewczyny i jej o tym wszystkim powiedzieć, ale
okazało się, że nie wziąłem telefonu. Zacząłem więc biec, by
jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Później pójdę do Jessiki i
jej o tym opowiem.
Kiedy
znajdowałem się przed drewnianymi drzwiami tego domu, którego
odwiedziłem wczoraj zapukałem w nie dość głośno. Chwilę potem
otworzyła ta sama staruszka.
-Dzień
dobry, mogę porozmawiać z pani mężem? -zapytałem uśmiechając
się.
-Oczywiście,
wejdź- zaczęła. - Ale nie jesteś jednym jego gościem.
Na te
słowa uniosłem ze zdziwienia brwi. Wszedłem do salonu i zobaczyłem
Jessice popijającą herbatę.
-O
cześć- powiedziała uśmiechając się.
-Co
Ty tutaj robisz? - zapytałem zdziwiony. Szczerze nie spodziewałem
się jej tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz