poniedziałek, 23 lutego 2015

Porwanie cz.13

Zapraszam na 13 już część opowiadania ;)
____________________________
Mick Pov
Wstałem dość wcześnie, bo o godzinie 7:00. Wziąłem więc szybki, zimny prysznic i ubrałem się w czarną bluzę z kapturem, brązowe dresy i czarne buty. Tak, tak wiem, wyglądałem pewnie jak jakiś zbrodniarz, ale po części na tym polegała moja dzisiejsza misja. Moja misja, powtarzając te słowa poczułem się jak jakiś detektyw, a może lekarz? No nie ważne, chodzi mi o to, że od tej mojej misji wiele zależało, pomogłoby nam uzyskać przede wszystkim więcej informacji o porywaczach,  może dowiem się gdzie przetrzymują Olivie. Ale najpierw trzeba dostać do tego parku. Spojrzałem na zegarek, była godzina 8:30. Do spotkania miałem niecałe cztery godziny. Postanowiłem więc zjeść śniadanie i resztę czasu pooglądać TV, żeby trochę się zrelaksować.
Jessica Pov
Obudziłam się około 9 rano. Nie byłam głodna, więc od razu wzięłam laptopa do ręką, położyłam go sobie wygodnie na kolana, oparłam się o dużą, białą poduszkę i zaczęłam szukać informacji o bracie dziadka. Wpisałam imię i nazwisko mojego dziadka do internetu i zaczęłam przeszukiwać sieć. Po 20 minutach zdałam sobie sprawę, że muszę być jakaś chora umysłowo, skoro sądziłam, że od razu znajdę coś o nim w internecie. Nawet nie wiem jak on ma na imię. Postanowiłam, więc wstać i udać się do gabinetu dziadka. Weszłam do niego jak najciszej się tylko dało, by nie obudzić Hanny. Wzięłam dwa duże notesy zatytułowane "Rodzice, brat, najlepsze wspomnienia." Wróciłam do pokoju i usiadłam wygodnie na fotelu. Złapałam w ręce jeden z notesów. Zaczęłam czytać wszystkie fragmenty, w których pojawił się wyraz brat. To samo zrobiłam z drugim notesem. Nie powiem, dużo się z nich dowiedziałam. Brat jego prowadził jakąś firmę z częściami motoryzacyjnymi w Kanadzie. Miał już wtedy żonę - Ellen. Przeczytałam tam jeszcze kilka naprawdę fajnych momentów z ich życia. Przykładowo- wygranie olimpiady literackiej przez brata dziadka. Dostał wtedy 1000$ nagrody. Za te pieniądze kupił rower dziadkowi, a resztę przekazał na Dom Dziecka w tym mieście. Bardzo fajne było z nich rodzeństwo. Jak już Olivia będzie z powrotem w tym domu, to też będę spędzała z nią więcej czasu. Ale najpierw poszukajmy jej.
Wpisałam imię i nazwisko brata dziadka do internetu. Od razu znalazłam dużo informacji o nim na Wikipedii. Spojrzałam na rubrykę po prawej stronie. Widniało tam jego zdjęcie z czasów nastoletnich oraz podstawowe informacje czyli data i miejsce urodzenia, kim jest, jakie dostał medale. Co mnie zdziwiło, to to, że nie było daty śmierci. Oznaczało to tylko jedno... ŻYJE. Zaczęłam szukać jego aktualnego miejsca zamieszkania i okazało się, że mieszka w tym mieście. Uśmiechnęłam się szeroko sama do siebie. Próbowałam zadzwonić do Micka i go powiadomić o tym, czego się właśnie dowiedziałam. Niestety.. Nie odbierał. Spojrzałam na zegarek. Dochodziło południe. Strasznie długo szukałam tych informacji. Spróbowałam jeszcze raz zadzwonić, ale to nie dawało żadnych skutków. Pewnie z tego stresu zapomniał telefonu. No nic. Zaczęłam myśleć, gdzie mogę znaleźć brata dziadka, bo adres nie był podany. Zaczęłam analizować wszystkie informacje, aż w końcu okazało się, że dobrze wiem gdzie mam go szukać.
Szybko się ubrałam i zeszłam do jadalni. Na szczęście Hanny tam nie było. Wzięłam jabłko do ręki i skierowałam się w stronę drzwi. Sięgnęłam po pierwszą lepszą torebkę, włożyłam tam notesy i  wyszłam z domu.
Luke Pov
-Luke, co się stało? Od wczoraj jesteś jakiś markotny- odezwała się moja żona wchodząc do salonu, w którym jeszcze przed chwilą oglądałem wiadomości.
-Muszę się coś Ciebie zapytać- odpowiedziałem cicho, patrząc na małżonkę.
-Mów śmiało- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Czy ktoś tu wczoraj był? Odwiedzał Cię? Pytał o mnie?
-Tak-odpowiedziała krótko, po czym dodała. - Pytali się o Ciebie. Dwójka nastolatków.
-Czyli mi się nie przewidziało. - powiedziałem raczej do siebie, jednam moją żona zmarszczyła czoło, gdy się odezwałem.
-Powiesz mi w końcu, o co chodzi Luke?
-Pamiętasz jak mówiłem Ci, że zostałem porwany jak byłem mały- przytaknęła. - No właśnie. Wczoraj, kiedy odesłałaś dwójkę tych nastolatków do mnie, zostałem poproszony o odczytanie tekstu. Było to pismo mojego brata, jestem tego pewny na sto procent. Była to zagadka. Chodziło tam o mnie, wiem to.
-I w czym stoi problem?- przerwała mi żona.
-Nie powiedziałem im tego..-teraz to ja przerwałem, zasłaniając rękami moją twarz, gdyż poczułem, że łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Ellen to zauważyła, gdyż od razu przytuliła mnie.
-Dlaczego tego nie zrobiłeś? - zapytała cicho.
-Nie mogłem..- zacząłem. - Z dwóch powodów. Jednym z nich było to, że zauważyłem tych porywaczy. Owszem, zmienili się. Wtedy byli jakimiś 20 latkami. Wczoraj o wiele, wiele starszymi ludźmi. Jednak ich poznałem. Jeden z nich miał tą swoją bliznę nad okiem. Czaili się w pobliżu księgarni. Mogli do niej wparować w każdej chwili i zabrać też nastolatków. Drugim powodem był mój strach. Bałem się powiedzieć "Hej dzieci, to ja jestem tym kogo szukacie". Widzisz Ellen, nawet teraz kiedy o tym mówię, płaczę. Nie jestem na tyle twardy, by opowiadać o tym spokojnie.
-Rozumiem- powiedziała całując mnie w pomarszczone czoło. -Ale wiesz, że oni mają kłopoty i Ty musisz im pomóc.
Spojrzałem na nią zapłakanymi oczami.
-Wiem- powiedziałem cicho.
Nagle naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Spojrzałem zdziwiony na żonę. Ona jednak poszła przywitać się z gościem. Spojrzałem na zegarek. Było parę minut po 12. Kto to może być? Postanowiłem podnieść się z kanapy i ruszyć do drzwi. W nich stała ta sama osóbka, z którą żegnałem się wczoraj dość dziwny sposób.
-Dzień dobry - powiedziała zdyszana. Czyżby biegła? Zapewne.
-Dobry- odpowiedziała lekko się uśmiechając.
-Czy możemy porozmawiać? - zapytała próbując uspokoić oddech.
-Oczywiście, zapraszam- odpowiedziałem wskazując ręką, by weszła.
-To ja zaparzę herbatę- odezwała się Ellen.
Dziewczyna się uśmiechnęła, a następnie wraz z nią skierowałem się do salonu.
*W tym samym czasie*
Mick Pov
Siedziałem na ławce w parku. Spojrzałem na zegarek na ręce. Za pięć dwunasta. Rozglądałem się we wszystkie strony. W końcu dostrzegłem tego grubego. Założyłem, więc szybko kaptur, by nie rozpoznał mojej twarzy. Kontem oka dostrzegłem chudego. Postanowiłem przybliżyć się do nich. Podszedłem do ptaków niedaleko ich i udawałem, że się im przyglądam. Oczywiście w tym czasie przysłuchiwałem się rozmowie porywaczy.
-Pamiętaj, obserwuj i chłopaka, i dziewczynę- powiedział ten chudy. Wtedy za śmietnikiem udało mi się rozpoznać ich głosy, więc dobrze  wiedziałem kto, kiedy się odzywa.
-Oczywiście Larry- odpowiedział gruby. Przynajmniej znam jego imię. -Mam nadzieje, że nie powtórzy się ta sytuacja, że będą w pobliżu tego co porwaliśmy dawno temu. On im może pomóc i wtedy gówno z kasy. 
-Rozumiem, ale przecież wiesz, że mamy zabezpieczenie w bazie. Lasery przy kluczach do celi, gdzie więzimy to małą.
-Wiem, Peter, jednak pamiętaj, że jest miejsce, gdzie są klucze zapasowe, a ono nie jest strzeżone.
-Chyba, że o to idzie, bo faktycznie wtedy tylko ten Lucas wie gdzie są, a może zapomniał?
-Lepiej nie ryzykować, a teraz idź kupić jedzenie, bo ta mała padnie z głodu i wtedy też nici z kasy.
Po tych słowach usłyszałem kroki, które z minuty na minutę cichły. Poczekałem jeszcze chwilę i ruszyłem w stronę domu Lucasa. Kto by pomyślał, że on jest tym bratem? Jednak porywacze to idioci. Rozmawiać o takich rzeczach w parku. Dużo nam pomogli.
Chciałem zadzwonić do mojej dziewczyny i jej o tym wszystkim powiedzieć, ale okazało się, że nie wziąłem telefonu. Zacząłem więc biec, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Później pójdę do Jessiki i jej o tym opowiem.
Kiedy znajdowałem się przed drewnianymi drzwiami tego domu, którego odwiedziłem wczoraj zapukałem w nie dość głośno. Chwilę potem otworzyła ta sama staruszka.
-Dzień dobry, mogę porozmawiać z pani mężem? -zapytałem uśmiechając się.
-Oczywiście, wejdź- zaczęła. - Ale nie jesteś jednym jego gościem.
Na te słowa uniosłem ze zdziwienia brwi. Wszedłem do salonu i zobaczyłem Jessice popijającą herbatę.
-O cześć- powiedziała uśmiechając się.
-Co Ty tutaj robisz? - zapytałem zdziwiony. Szczerze nie spodziewałem się jej tutaj.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz