niedziela, 19 października 2014

Porwanie cz.9

Długo mnie nie było, wiem C: szkoła i inne takie. 
Zapraszam do czytania, jak możecie to powiedzcie o blogu innym :) 
Dziękuję to tyle i cześć.
___________________________________________
-No słucham, gdzie ona jest? - mówiła, a jej uśmiech znikał powoli z twarzy. - Coś się jej stało? Mów mi tu zaraz Jessica. 
-Hanno, ona... jest.. 
-Rodzice koleżanki Olivii zabrali ją na wczasy- wtrącił się Mick ratując mi tyłek.
-O właśnie, dokładnie tak było - powiedziałam uśmiechając się. 
-No cóż jeżeli tak jest, to dobrze. Mam nadzieje że świetnie się tam bawił. 
-Na pewno - mówiłam już trochę ciszej.
Hanna odeszła, a ja wraz z Mickiem ruszyliśmy na górę. 
- Trzeba zająć się poszukiwaniami Olivii. Mick został nam niecały tydzień. - mówiłam szeptem, by gosposia nas nie usłyszałam, jednak w moim głosie słychać było strach i zdenerwowanie.
-Masz racje, trzeba szybko zajrzeć do notatek dziadka. 
Weszliśmy do pokoju, bardzo cicho i dyskretnie. Zabrałam notes, natomiast Mick paczkę z listem, która odłożyłam do pokoju dziadka, gdy wróciliśmy z kina. 
Poszliśmy do mojego pokoju i tam zaczęliśmy zajmować się poszukiwaniami. 
-Kolejna zagadka. 
- Czytaj - powiedział Mick.
- "Kolorów 5, kartka 1 i w tej karteczce zagadka następna. " 
-Rozumiesz coś z tego? - zapytał. 
-Nie. Nic kompletnie nie rozumiem. 
- Trzeba będzie iść do pokoju dziadka i przeszukać go dokładnie. 
-Nie pójdziemy teraz, Hanna zaraz przyjdzie zobaczyć co robimy. Jak odkryje pokój będzie pytać czego tam szukamy i co w ogóle tam robimy. Nie odpuści dopóki się nie dowie. A pamiętasz? Dziadek działał po cicho, więc my zrobimy tak samo. 
-No dobra, nie wejdziemy do tego pokoju. Czasu mamy coraz mniej. Jessica niedługo nie będziemy mieli powodu tam zaglądać, bo twoja siostra zginie
- Nie mów tak- krzyknęłam, a łzy zalały moje policzki. 
-Już spokojnie - powiedział Mick przytulając mnie. - Będzie dobrze. 
Pocałował mnie w czoło i jeszcze mocniej przytulił.
-Masz racje. Trzeba się zebrać. Nie będę przecież płakała cały czas. Trzeba zacząć działać. Musimy wymyślić plan.
Powiedziałam wycierając łzy z policzków. 
Siedzieliśmy w milczeniu dobre 15 minut. Nagle, coś przyszło mi do głowy. 
-Może ten pomysł jest na poziomie przedszkolaka, ale trzeba go tu zastosować. 
-No to mów.
-Jedna z osób zajmie Hannę, a drugą po zabiera składniki dzięki którym nie zrobi obiadu. Będzie musiała po nie iść do sklepu, a wtedy będziemy mieli czas na przeszukanie pokoju. Zdążymy wszystko dokładnie przeszukać, gdyż Hanna wybiera wszystko dokładnie i sprawdza po kilka razy jak wygląda jeden produkt, by wiedzieć, że kupowane przez nią jedzenie jest najlepsze. 
-Świetne kochanie. 
Poszłam do łazienki przemyć twarz i zacząć realizacje planu. 
Ja byłam osobą, która miała rozproszyć Hannę, natomiast Mick był odpowiedzialny na zabranie produktów. Cały plan zajął nam 10 minut. Następne 5 minut później gospodyni nie było już w domu.
Poszliśmy do pokoju dziadka w sumie mówiąc można nazwać to gabinetem. Tak gabinet brzmi lepiej. No więc poszliśmy do gabinetu dziadka. Zaczęliśmy poszukiwania. Wszystko sprawdziliśmy dokładnie. I nic. Nic nie znaleźliśmy. 
Wróciliśmy do mojego pokoju, gdyż zorientowaliśmy się, że Hanna wróciła. Położyłam się na łóżku. Obok mnie leżał notes i.. paczka. Nagle coś przyszło mi do głowy.
- Mick już chyba wiem! 
-Ale co? - zapytał zdziwiony chłopak.
-Odpowiedź jest na pewno w paczce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz