Już
6 część opowiadania :) zapraszam i poproszę o co najmniej jeden
komentarz z opinią o opowiadaniu
:3
____________________________________________________
-Trzeba się zastanowić Mick-odpowiedziałam.
-Ale kurde, jakiś prostokąt, litery i numer 17 i weź się domyśl o co chodziło twojemu dziadkowi..
-Dziadek był mądry, dobrze wszystko ukrył i te zagadki... Cholera, Mick trzeba zacząć myśleć... Prostokąt, a w nim jakieś mniejsze prostokąty. Można się domyślić, że nr 17 oznacza coś z właśnie z tym numerem.
-No dobra, a te cztery dłuższe linie z mniejszymi? Trochę mi przypominają tory.
Chwilę się zastanowiłam.
-Mick to jest to!
-Ale, że.. Co??? -zapytał zdezorientowany Mick.
-No to te tory! Gdzie są tory? No gdzie? - krzyczała podekscytowana
-No.. No... Na dworcu kolejowym.
-No właśnie! A te litery to pewnie nazwa dworca z lukami. Trzeba się zastanowić S_l_ C__t_r tu chodzi przecież o Solf Center !
-Ej to jest myśli! Okej, a ten nr 17 ?
-Hmm... - chwila zastanowienia. - Solf Center jest jedną z trzech dworców kolejowych w tym mieście, gdzie znajdują się skrytki od bardzo dawna. Na pewno dziadek schował tam następną zagadkę!
-Możliwe, ale żeby otworzyć te skrytki trzeba znać czterocyfrowy kod.
-W takim razie trzeba znaleźć ten kod. Nie ma go na odwrocie kartki?
-Nie, a gdzieś na obrazie?
-Też nie ma. W takim razie szukajmy w tym domku. Dziadek na pewno ukrył tu gdzieś ten kod.
Zajęliśmy się szukaniem. Sprawdziłam pod fotelami, na stoliku, obok okien, pod innymi obrazami. I nic, nigdzie nie było żadnego kodu. Nagle zawołał mnie Mick.
-Jessica, chodź tu. Chyba coś znalazłem.
Podeszłam. A Mick skierował wzrok na półkę z książkami.
-Zobacz. Trzeci rząd od góry. Spójrz na cztery książki pośrodku. A dokładniej na numery książek.
Przyjrzałam się uważnie. Wszystkie książki były ułożone po kolei cyframi oprócz tych czterech na środku. Wyglądało to tak: 1 2 3 4 7 5 8 6 9 10
- Uważasz, że 7586 to kod ? -zapytałam.
- Tak mi się wydaję- odpowiedział. -Trzeba będzie to sprawdzić.
Postanowiliśmy, więc pojechać na Solf Center.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy w pierwszy lepszy autobus w tą stronę. Jadąc oglądaliśmy wszystkie obiekty dokładnie jakbyśmy byli w tym mieście pierwszy raz. Nagle usłyszałam jakieś chichoty dziewczęce. Odwróciłam się i zobaczyłam Alice. Była to taka blond modnisia z mojego liceum. Uważała się za najpiękniejszą ze wszystkich dziewczyn w szkole z dużą ilością tapety na ryju. I nie żeby coś, ale ona miała stanowczo za dużo makijażu na sobie. Nienawidziłam jej, a ona? Strasznie lubiła mi dogryzać. Nie podobało jej się to, że Mick wybrał mnie, a nie ją jako przyjaciółkę. Nasi rodzice też się nie lubili. Oboje prowadzili takie same firmy. Byli więc dla siebie największymi konkurentami. Oczywiście ta lala podeszła do mnie i Micka.
-O cześć Mick i ty... -spojrzała na mnie z obrzydzeniem.
-Tak ja, przeszkadza ci coś?
-Owszem, mogłabyś być taka jak ja i moje przyjaciółki, a nie...
-Jestem przynajmniej naturalna -Przerwałam jej.
-Śmieszna jesteś. To, że się maluje, nie znaczy, że od razy jestem plastikiem.
-Gdybyś się mniej malowała, może było by inaczej.
-A co tam u Ciebie Mick ? - zignorowała moje słowa.
-Jakoś leci- odpowiedział krótko.
- A co Wy tu w ogóle robicie? - gadała dalej jak najęta.
- Nie Twoja sprawa! -prawie krzyknęłam.
- Ach.. Już myślałam, że jesteście razem, ale no tak... Kto by Cię chciał Jessica. A tym bardziej Mick - odeszła śmiejąc się pod nosem.
Szczerze mówiąc nie ruszyło mnie to wcale. Jednak strasznie ta lalunia wtrącała mi się w życie i to denerwowało mnie najbardziej. Przez cała dalszą drogę autobusem ja z Mickiem nie odzywaliśmy się do siebie w ogóle. Byłam trochę zdenerwowana, a Mick to najwyraźniej wyczuł i wolał się nie odzywać.
Wysiedliśmy na miejscu. Weszliśmy na dworzec. Od razu w nasze oczy rzuciła się ta skrytka. Oczywiście skrytka nr. 17. Mick miał racje. Była kłódka, a żeby ją otworzyć trzeba było wpisać kod. Patrzyłam na kłódkę. Tysiące pytań przeleciało mi przez głowę. A co jeżeli to nie ten kod? A jeżeli nawet otworze, to co może tam być?
W tej właśnie chwili zrozumiałam, że mój dziadek był tajemniczy. Znał dużo opowieści. Jednak nigdy nie mówił, że jego brata porwali. Ja go nawet nie znałam. Dziadek wspominał o swoim bracie tylko tyle, że gdy skończył osiemnaście lat wyjechał z kraju i wieść o nim zaginęła. Do 20 roku życia wysyłał listy, a potem przestał się odzywać. Możliwe, że żyje, ale jest też prawdopodobieństwo, że nie. Wiadomo tylko, że wyjechał do Kanady. To wszystko wiem od dziadka. Możliwe, że pisał z nim jeszcze później, lecz dziadek nic nie więcej nie mówił na ten temat. Wszystkie listy zapewne są w tym pokoju, który przez ponad 17 laty został zamknięty. Dziadek go zamknął, gdy dowiedział się, że ma raka. Klucz pewnie gdzieś schował, chociaż jest możliwość, że go wyrzucił. Rodzice nie mieli czasu, by przejmować się jakiś jednym pomieszczeniem w tak dużym domu. No w końcu to jest willa. Jeden pokój mniej czy więcej to dla nich żadna różnica.
Ale powracając do bieżącej sytuacji. Klęczę przed niebieską, prostokątną skrytką z numerem 17. Za mną stoi Mick. Ręce mi się trzęsą. Nie mam bladego pojęcia czemu boję się przekręcić cyferki, wystukać ten głupi kod i otworzyć skrytkę. Jessica ogarnij się, dasz radę. To tylko kod, a to coś w środku może uratować życie mojej siostry. No właśnie Olivia, gdzie ona jest? Co może się jej dziać? Co właśnie robi? Czy jeszcze żyje? Łzy zaczęły zalewać moje policzki. Odwróciłam się w stronę Micka.
-Nie dam rady- powiedział cicho, prawie płacząc. Nie obchodziło mnie czy ludzie patrzą się na mnie teraz czy nie. Nic mnie nie obchodziło oprócz dwóch rzeczy: mojej siostry Olivii i tego co jest w środku skrytki.
-Dasz radę- odpowiedział Mick uśmiechając się. Przykucnął przy mnie i powtórzył szeptem. - Dasz radę.
Odwzajemniłam uśmiech. Znowu spojrzałam na tą zakichaną skrytkę i pozwoli zbliżałam się do kłódki. Zaczęłam wpisywać kod. Cyferka po cyferce. Trwało to dłuższą chwile zanim wpisałam cały kod. Kłódka otworzyła się. Moje oczy powiększyły się. Otworzyłam drzwiczki skrytki. Wzięłam jej zawartość do ręki. Miałam bowiem w rękach...
____________________________________________________
-Trzeba się zastanowić Mick-odpowiedziałam.
-Ale kurde, jakiś prostokąt, litery i numer 17 i weź się domyśl o co chodziło twojemu dziadkowi..
-Dziadek był mądry, dobrze wszystko ukrył i te zagadki... Cholera, Mick trzeba zacząć myśleć... Prostokąt, a w nim jakieś mniejsze prostokąty. Można się domyślić, że nr 17 oznacza coś z właśnie z tym numerem.
-No dobra, a te cztery dłuższe linie z mniejszymi? Trochę mi przypominają tory.
Chwilę się zastanowiłam.
-Mick to jest to!
-Ale, że.. Co??? -zapytał zdezorientowany Mick.
-No to te tory! Gdzie są tory? No gdzie? - krzyczała podekscytowana
-No.. No... Na dworcu kolejowym.
-No właśnie! A te litery to pewnie nazwa dworca z lukami. Trzeba się zastanowić S_l_ C__t_r tu chodzi przecież o Solf Center !
-Ej to jest myśli! Okej, a ten nr 17 ?
-Hmm... - chwila zastanowienia. - Solf Center jest jedną z trzech dworców kolejowych w tym mieście, gdzie znajdują się skrytki od bardzo dawna. Na pewno dziadek schował tam następną zagadkę!
-Możliwe, ale żeby otworzyć te skrytki trzeba znać czterocyfrowy kod.
-W takim razie trzeba znaleźć ten kod. Nie ma go na odwrocie kartki?
-Nie, a gdzieś na obrazie?
-Też nie ma. W takim razie szukajmy w tym domku. Dziadek na pewno ukrył tu gdzieś ten kod.
Zajęliśmy się szukaniem. Sprawdziłam pod fotelami, na stoliku, obok okien, pod innymi obrazami. I nic, nigdzie nie było żadnego kodu. Nagle zawołał mnie Mick.
-Jessica, chodź tu. Chyba coś znalazłem.
Podeszłam. A Mick skierował wzrok na półkę z książkami.
-Zobacz. Trzeci rząd od góry. Spójrz na cztery książki pośrodku. A dokładniej na numery książek.
Przyjrzałam się uważnie. Wszystkie książki były ułożone po kolei cyframi oprócz tych czterech na środku. Wyglądało to tak: 1 2 3 4 7 5 8 6 9 10
- Uważasz, że 7586 to kod ? -zapytałam.
- Tak mi się wydaję- odpowiedział. -Trzeba będzie to sprawdzić.
Postanowiliśmy, więc pojechać na Solf Center.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy w pierwszy lepszy autobus w tą stronę. Jadąc oglądaliśmy wszystkie obiekty dokładnie jakbyśmy byli w tym mieście pierwszy raz. Nagle usłyszałam jakieś chichoty dziewczęce. Odwróciłam się i zobaczyłam Alice. Była to taka blond modnisia z mojego liceum. Uważała się za najpiękniejszą ze wszystkich dziewczyn w szkole z dużą ilością tapety na ryju. I nie żeby coś, ale ona miała stanowczo za dużo makijażu na sobie. Nienawidziłam jej, a ona? Strasznie lubiła mi dogryzać. Nie podobało jej się to, że Mick wybrał mnie, a nie ją jako przyjaciółkę. Nasi rodzice też się nie lubili. Oboje prowadzili takie same firmy. Byli więc dla siebie największymi konkurentami. Oczywiście ta lala podeszła do mnie i Micka.
-O cześć Mick i ty... -spojrzała na mnie z obrzydzeniem.
-Tak ja, przeszkadza ci coś?
-Owszem, mogłabyś być taka jak ja i moje przyjaciółki, a nie...
-Jestem przynajmniej naturalna -Przerwałam jej.
-Śmieszna jesteś. To, że się maluje, nie znaczy, że od razy jestem plastikiem.
-Gdybyś się mniej malowała, może było by inaczej.
-A co tam u Ciebie Mick ? - zignorowała moje słowa.
-Jakoś leci- odpowiedział krótko.
- A co Wy tu w ogóle robicie? - gadała dalej jak najęta.
- Nie Twoja sprawa! -prawie krzyknęłam.
- Ach.. Już myślałam, że jesteście razem, ale no tak... Kto by Cię chciał Jessica. A tym bardziej Mick - odeszła śmiejąc się pod nosem.
Szczerze mówiąc nie ruszyło mnie to wcale. Jednak strasznie ta lalunia wtrącała mi się w życie i to denerwowało mnie najbardziej. Przez cała dalszą drogę autobusem ja z Mickiem nie odzywaliśmy się do siebie w ogóle. Byłam trochę zdenerwowana, a Mick to najwyraźniej wyczuł i wolał się nie odzywać.
Wysiedliśmy na miejscu. Weszliśmy na dworzec. Od razu w nasze oczy rzuciła się ta skrytka. Oczywiście skrytka nr. 17. Mick miał racje. Była kłódka, a żeby ją otworzyć trzeba było wpisać kod. Patrzyłam na kłódkę. Tysiące pytań przeleciało mi przez głowę. A co jeżeli to nie ten kod? A jeżeli nawet otworze, to co może tam być?
W tej właśnie chwili zrozumiałam, że mój dziadek był tajemniczy. Znał dużo opowieści. Jednak nigdy nie mówił, że jego brata porwali. Ja go nawet nie znałam. Dziadek wspominał o swoim bracie tylko tyle, że gdy skończył osiemnaście lat wyjechał z kraju i wieść o nim zaginęła. Do 20 roku życia wysyłał listy, a potem przestał się odzywać. Możliwe, że żyje, ale jest też prawdopodobieństwo, że nie. Wiadomo tylko, że wyjechał do Kanady. To wszystko wiem od dziadka. Możliwe, że pisał z nim jeszcze później, lecz dziadek nic nie więcej nie mówił na ten temat. Wszystkie listy zapewne są w tym pokoju, który przez ponad 17 laty został zamknięty. Dziadek go zamknął, gdy dowiedział się, że ma raka. Klucz pewnie gdzieś schował, chociaż jest możliwość, że go wyrzucił. Rodzice nie mieli czasu, by przejmować się jakiś jednym pomieszczeniem w tak dużym domu. No w końcu to jest willa. Jeden pokój mniej czy więcej to dla nich żadna różnica.
Ale powracając do bieżącej sytuacji. Klęczę przed niebieską, prostokątną skrytką z numerem 17. Za mną stoi Mick. Ręce mi się trzęsą. Nie mam bladego pojęcia czemu boję się przekręcić cyferki, wystukać ten głupi kod i otworzyć skrytkę. Jessica ogarnij się, dasz radę. To tylko kod, a to coś w środku może uratować życie mojej siostry. No właśnie Olivia, gdzie ona jest? Co może się jej dziać? Co właśnie robi? Czy jeszcze żyje? Łzy zaczęły zalewać moje policzki. Odwróciłam się w stronę Micka.
-Nie dam rady- powiedział cicho, prawie płacząc. Nie obchodziło mnie czy ludzie patrzą się na mnie teraz czy nie. Nic mnie nie obchodziło oprócz dwóch rzeczy: mojej siostry Olivii i tego co jest w środku skrytki.
-Dasz radę- odpowiedział Mick uśmiechając się. Przykucnął przy mnie i powtórzył szeptem. - Dasz radę.
Odwzajemniłam uśmiech. Znowu spojrzałam na tą zakichaną skrytkę i pozwoli zbliżałam się do kłódki. Zaczęłam wpisywać kod. Cyferka po cyferce. Trwało to dłuższą chwile zanim wpisałam cały kod. Kłódka otworzyła się. Moje oczy powiększyły się. Otworzyłam drzwiczki skrytki. Wzięłam jej zawartość do ręki. Miałam bowiem w rękach...
Mialam bowiem w rękach? Kolejną zagadke? A może pieniądze? Hmm nie trzymaj mnie w niepewności i szybko pisz! Myślałam w sumie że w tym autobusie Mick powie że własne on ją chce. Albo po długim milczeniu spojrzy jej w oczy, powie ze ją kocha i się pocaluja. No ale życie to nie bajka.. gorąco pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam :3
OdpowiedzUsuń